DOBRE WNĘTRZA I NIERUCHOMOŚCI

Sypialnia – na co zwrócić uwagę przy jej projektowaniu.

Sypialnia to miejsce intymne w domu – to alkowa w której regenerujemy siły, odpoczywamy po intensywnym dniu i szukamy wytchnienia. Dobrze zaprojektowana sypialnia to nie tylko kwestia estetyki, ale przede wszystkim komfortu i funkcjonalności.

 

Warto  poświęcić jej uwagę i zaplanować ją, tak aby była dla nas miejscem relaksu, gdzie znajdziemy harmonie i spokój. Zacznijmy w zwiazku z tym od:

Lokalizacji – cisza przede wszystkim. Jeśli dopiero planujesz układ pomieszczeń w domu lub mieszkaniu, wybierz najcichsze miejsce na sypialnię – najlepiej z dala od kuchni, salonu i wejścia. Dodatkowym atutem będzie widok na ogród czy dziedziniec, a nie na ruchliwą ulicę, bo cisza i poczucie prywatności to podstawa dobrego snu.

PROJEKT SYPIALNI- Wrocław, Browar Mieszczański

Odpowiednie łóżko i jego ustawienie to serce sypialni. Wybierz materac dopasowany do swoich potrzeb – miękki, twardy, piankowy czy sprężynowy – wszystko zależy od Twoich preferencji i ewentualnych problemów z kręgosłupem. Ustaw łóżko tak, by mieć do niego swobodny dostęp z obu stron, najlepiej zagłówkiem przy ścianie. Unikaj sytuacji, w której jedna osoba musi się przeciskać, by położyć się spać , albo wchodzić w nogach łóżka , raczkując przez nie, to nie przysłuży się twojemu kręgosłupowi.

Oświetlenie jak w każdym pomieszczeniu ma rolę do spełnienia, więc niech tu też przyczyni się do budowania nastroju, ale i ułatwi nam funkcjonowanie w tej przestrzeni. W sypialni warto postawić na kilka źródeł światła: główne oświetlenie (np. sufitowe), lampki nocne przy łóżku,  to światło dla naszych oczu, lampki te muszą być kierunkowe, tak by nie świecić partnerowi w oczy, skoro my lubimy dłużej poczytać i wreszcie światło dekoracyjne (taśmy LED, kinkiety, girlandy). Unikaj zimnych barw światła – zdecydowanie lepiej sprawdzą się ciepłe odcienie, które sprzyjają relaksowi i wyciszeniu, oraz neutralna barwa światła gdy ma służyć do czytania.

Barwy w sypialni powinny uspokajać i tworzyć przytulną atmosferę. Najlepiej sprawdzą się pastele, beże, szarości, błękity i zielenie. Unikaj intensywnych, pobudzających kolorów, takich jak jaskrawa czerwień czy neonowe żółcie.

Dobrze sprawdzą się także naturalne materiały – drewno, len, bawełna, wełna. Tworzą one przyjazny mikroklimat i są przyjemne w dotyku.

Przechowywanie w sypialni to zazwyczaj szafa, komoda lub inne miejsce do przechowywania ubrań i dodatków, ale nie przeładuj przestrzeni. Sypialnia powinna „oddychać” – zbyt wiele mebli może ją przytłoczyć. Dobrym rozwiązaniem są meble w zabudowie, które stworzą ścianę zabudowaną, co nie zaburzy przestrzeni.

PROJEKT SYPIALNI- kamienica w Poznaniu

 Akustyka i tekstylia – dywan, zasłony, narzuty i tapicerowane meble nie tylko ocieplają wnętrze wizualnie, ale też poprawiają akustykę pomieszczenia – tłumią dźwięki i pomagają w stworzeniu spokojniejszej atmosfery.

Strefa relaksu – jeśli dysponujesz większą przestrzenią, warto wydzielić kącik do czytania z wygodnym fotelem, małym stolikiem i lampą. Może to być Twoje prywatne miejsce do odpoczynku, z dala od ekranów i hałasu.

Projektując sypialnię, myślę nie tylko o wyglądzie, ale przede wszystkim o komforcie. To przestrzeń, w której spędzamy niemal 1/3 życia – warto zadbać, by była harmonijna, funkcjonalna i dostosowana do indywidualnych potrzeb.

Najczęstsze błędy przy projektowaniu łazienki.

Łazienka to istotne pomieszczenie w naszych domach, warto się dobrze zastanowić i przygotować do jej aranżacji. Poznajcie najczęstsze błędy przy jej projektowaniu.

Pierwszy błąd to brak dokładnego pomiaru, a co za tym idzie planu. Remont rozpoczęty bez spójnego projektu – oznacza chaos i konieczność improwizacji na budowie. Brak odpowiedniego przygotowania oraz projektu sprawia, że łazienka może okazać się niefunkcjonalna, a poruszanie się po niej niewygodne. Zanim ruszysz z pracami musisz mieć projekt. Zaplanuj wszystko na podstawie rzeczywistych pomiarów pomieszczenia po tynkowaniu i położeniu płytek. Częstym błędem jest kupowanie wyposażenia na podstawie wymiarów stanu surowego – po wykończeniu może się okazać, że pralka, kabina czy wanna się nie mieszczą.

PROJEKT ŁAZIENKI WROCŁAW archnet.pl

Układ funkcjonalny

Nieergonomiczny układ funkcjonalny oznacza, że łazienka będzie udręką. Zbyt małe odległości między miską WC, umywalką, prysznicem czy wanną powodują, że obijamy się o sprzęty i trudno z nich wygodnie korzystać.
Kieruj się zasadami ergonomii – pozostaw odpowiednią wolną przestrzeń przed i między urządzeniami. Na przykład przed toaletą powinno pozostać ok. 70–80 cm pustego miejsca, a między umywalką a ścianą lub innym sprzętem minimum 20–30 cm itd.
Jeśli łazienka jest bardzo mała to jest wyzwaniem, tym bardziej precyzyjnie rozplanuj układ i rozważ kompaktowe rozwiązania (np. kabinę prysznicową zamiast wanny), aby zoptymalizować przestrzeń.

Oświetlenie łazienki

Niewystarczające oświetlenie łazienki należy do najbardziej odczuwalnych błędów, które doskwierają nam na co dzień. Często jest to pomieszczenie bez okna, dlatego trzeba zadbać o odpowiednie światło sztuczne.
Jeśli zainstalujemy tylko jedno centralne oświetlenie sufitowe, w lustrze zobaczymy twarz w cieniach – to utrudnia golenie czy makijaż. W dobrze zaprojektowanej łazience powinny być przynajmniej dwa rodzaje oświetlenia: ogólne (sufitowe) oraz dodatkowe przy lustrze. Najlepiej zamontować kinkiety lub listwy LED po obu stronach lustra, na wysokości oczu, aby twarz była równomiernie oświetlona i nie pojawiały się cienie.

Wentylacja

Wentylacja to aspekt często pomijany przy aranżacji łazienki, a kluczowy, bo brak sprawnej wentylacji skutkuje ciągłą wilgocią, skraplaniem się pary na ścianach i lustrze oraz rozwojem pleśni.
Nie zasłaniaj kratek wentylacyjnych i zapewnij dopływ świeżego powietrza (np. podcięcie drzwi lub specjalne otwory wentylacyjne). W łazience bez okna warto rozważyć wentylator elektryczny włączany razem ze światłem lub nawet nowoczesną rekuperację. Dobra wentylacja sprawi, że wilgoć nie zniszczy efektów Twojego remontu.

Materiały wykończeniowe

Ciężki temat bo wszystko błyszczy i kusi nieodpowiednie płytki na podłogę polerowane na „wysoki połysk” – owszem, wyglądają efektownie, ale w mokrej łazience mogą zamienić się w lodowisko.
Pamiętaj również, że wszystkie materiały w łazience powinny być odporne na wilgoć – zwykła farba czy niezabezpieczone drewno nie sprawdzą się tam, gdzie codziennie unosi się para wodna.

Niefunkcjonalna ceramika sanitarna lub armatura. Modne wyposażenie łazienkowe musi iść w parze z wygodą użytkowania. Niestety zdarza się, że wybieramy elementy, kierując się głównie wyglądem, ignorując ergonomię. Przykładem jest zbyt płytka umywalka nablatowa – wygląda designersko, ale w praktyce woda odbija się od jej dna i chlapie na blat, ścianę oraz lustro.
Podobny problem powoduje zbyt długa wylewka baterii wystająca za bardzo do przodu poza środek umywalki.
Zawsze dobieraj ceramikę i armaturę odpowiednio do wielkości pomieszczenia oraz realnych potrzeb. Liczy się wygoda: czy to odpowiednia głębokość umywalki, wysokość zawieszenia miski WC, czy rozmiar kabiny prysznicowej, w której nie będziesz obijać łokci.

Miejsce do przechowywania

Brak  miejsca do przechowywania, szybko traci urok gdy w łazience pojawiają się kosmetyki jeśli wszystkie kosmetyki, detergenty i przybory higieniczne, które będą stały na wierzchu. Zaplanuj różne szuflady, szafki. Wykorzystaj wnęki oraz przestrzeń nad sprzętami: np. zabudowę nad stelażem podwieszanego WC albo półki nad pralką. Doskonałym rozwiązaniem jest także szafka pod umywalką. Dobrze rozplanowana łazienka pomieści wszystko, co potrzebne, pozostając uporządkowana i elegancka na co dzień :).

Przeładowanie i chaos stylistyczny. Czasem w ferworze urządzania chcemy wprowadzić do łazienki wszystko naraz, a lepiej wybrać jeden motyw przewodni i maksymalnie 2–3 kolory bazowe, aby przestrzeń wyglądała spójnie, a zarazem ciekawie.

PROJEKT ŁAZIENKI WARSZAWA – stonowana kolorystyka, archnet.pl

Warto pamiętać o uchwyt na papier toaletowy w zasięgu ręki, haczyki na ubrania. Warto również rozmieścić odpowiednio gniazdka elektryczne – przy lustrze (do suszarki czy golarki) oraz przy pralce. Ich późniejsze dokładanie bywa trudne, więc lepiej zawczasu przewidzieć wszystkie potrzebne akcesoria i przyłącza podczas projektowania.

Podążanie za trendami

Ślepe podążanie za trendami. Modne wnętrza z okładek magazynów czy Instagrama kuszą, ale nie zawsze to, co na zdjęciu wygląda świetnie, sprawdzi się u nas. Często spotykanym błędem jest urządzanie łazienki „na pokaz” – tylko według aktualnej mody, bez zastanowienia, czy nam to będzie odpowiadać za kilka lat.

Instalacja 

Na koniec kwestia, o której łatwo zapomnieć, planując budżet: ukryte elementy instalacji i armatury. Oszczędzanie na jakości podtynkowych baterii, odpływów czy stelaża WC to pozorna oszczędność. Tanie, niesprawdzone mechanizmy mogą szybko ulec awarii, a ich naprawa oznacza kucie płytek i poważny remont. W tym przypadku warto wydać trochę więcej, by móc potem spać spokojnie – kupuj sprawdzone, solidne marki z długą gwarancją. Lepiej dopilnować jakości na etapie prac, by później uniknąć kosztownych poprawek.

Unikając powyższych błędów, zyskasz pewność, że Twoja łazienka będzie zarówno piękna, jak i funkcjonalna przez długie lata :).

Jeśli czujesz, że projekt łazienki Cię przerasta lub potrzebujesz porady eksperta, chętnie pomożemy. Skontaktuj się z nami poprzez stronę Archnet.pl – zadbamy o to, by Twoja wymarzona łazienka była dopracowana w każdym szczególe!

Łazienka w szeregówce w Kątach Wrocławskich

Łazienka w szeregówce w Kątach Wrocławskich. Zazwyczaj nie podejmuję się projektów pojedynczych pomieszczeń. Czasami jednak ktoś znajomy poprosi w imieniu swojego znajomego i w ramach małych zleceń trafiają się i takie projekty.

Moi klienci mieszkali już w swoim podwrocławskim domu już od jakiegoś czasu. Wykończyli dom, wprowadzili się ale na wnętrze głównej łazienki wciąż nie mieli pomysłu. Choć w kwestii materiałów wykończeniowych, których chcieli użyć byli zgodni. Pozostało zaprojektować łazienkę, z uwzględnieniem sugestii, że chcą mieć cegłę.

Oto moja propozycja dla nich.

No i miała być wanna. Układ funkcjonalny zaprojektowanej łazienki ostatecznie nabrał takiego wyglądu.

Ile Muppetów musiało za to zginąć?

Marka modowa Balenciaga przekształciła swój sklep na Mount Street w Londynie, tworząc maksymalistyczny wygląd, aby wypuścić kolekcję Le Cagole, okrywając wnętrze jasnym różowym sztucznym futerkiem.

 

Aby uczcić popularną torbę Le Cagole, która nawiązuje do maksymalisty Balenciaga It Bags z przeszłości, i wypuścić kolekcję akcesoriów i butów z tej linii, całe wnętrze sklepu zostało pokryte futrem.

Balenciaga owinął ekspozycje w puszyste, jasnoróżowe sztuczne futro wybrane ze względu na swój maksymalistyczny wygląd, aby powiązać z identyfikacją torby Le Cagole.

I tu właśnie pojawia się miejsce na pytanie, które oprócz redakcji Dezeen zadaje sobie z pewnością wielu miłośników serialu autorstwa Jima Hensona – „Ile Muppetów musiało za to zginąć” 😉

Źródło: Dezeen, zdjęcia dzięki uprzejmości Balenciagi.

Styl „soft industrial” w klasycznym domu

Stanęliśmy przed ciekawym wyzwaniem, zaprojektować i zaaranżować wnętrza klasycznego domu dla pary klientów. Rzeczy w tym, że razem wybudowali dla siebie dom ale „Ona” lubi wnętrza klasyczne, trochę nawet mieszczańskie, „Jego” natomiast pociąga trochę w kierunku elementów technicznych, industrialnych.

W każdym związku jest trochę tak, że w konkretnej kwestii zdanie jednej osoby liczy się trochę bardziej. W przypadku budowy domy, „On” ma więcej do powiedzenia na etapie budowlanym, do „Niej” natomiast należy ostatnie zdanie w zakresie wystroju.

 

W tym wypadku, gdy dom jest już wybudowany, urządzony prześliczny ogród, i nadszedł czas na wnętrza. Więcej do powiedzenia ma żona, która lubi wnętrza klasyczne. Zależy nam, by i mąż czuł, że w domu jest też coś specjalnie dla niego.

Szukaliśmy rozwiązania i uwzględniając wszystko, co powiedzieli nam klienci, wyszło nam, że inspiracji powinniśmy szukać w stylu „Soft industrial – styl industrialny z wpływami vintage i czystymi geometrycznymi liniami. Oto jedna z takich inspiracji. Naszym zdaniem bardzo udana.

 

W tym projekcie tradycyjnego domu, projektant włączył w wystrój wnętrz elementy industrialne i dodał miękkość dzięki teksturze, kolorowi i elementom z naturalnych, organicznych materiałów.

 

Książki ożywiają salon.

Salon nadaje ton reszcie domu – jest to miejsce sprzyjające „analogowej” wersji relaksu, czytaniu.

 

Proj. Kristen Kaplan, fot. Stacy Zarin Goldberg

 

Stara prasa na stoliku z betonowym blatem i metalowymi nogami to ukłon w kierunku industrializmu.

 

Proj. Kristen Kaplan, fot. Stacy Zarin Goldberg

 

Kolejny kącik do relaksu i wypoczynku.

 

Proj. Kristen Kaplan, fot. Stacy Zarin Goldberg

 

Poduszki w radosną groszkową zieleń dobrze komponują się z szarościami, lawendami i fioletami. Do tego metalowo szklany stół i młotkowane niklowo-mosiężne lampy, fotele z ćwiekami tapicerskimi.

 

Jadalnia – miejsce spotkań z rodziną i gośćmi.

 

Proj. Kristen Kaplan, fot. Stacy Zarin Goldberg

 

Kuchnia z wyraźnie industrialną inspiracją.

 

Proj. Kristen Kaplan, fot. Stacy Zarin Goldberg

 

Proj. Kristen Kaplan, fot. Stacy Zarin Goldberg

 

Sypialnia nieco cieplejsza w stylistyce ale konsekwentna w kolorystyce.

 

Proj. Kristen Kaplan, fot. Stacy Zarin Goldberg

 

Królują szarości, popiele, fiolet, lawenda, uzupełnione odrobią brązu. Tekstury i wzory.

 

Proj. Kristen Kaplan, fot. Stacy Zarin Goldberg

 

Znalazł się tez zdecydowanie bardziej industrialny kącik do pracy.

Proj. Kristen Kaplan, fot. Stacy Zarin Goldberg

 

Jak widać na przykładzie tego projektu. Z pozoru dwa odległe style można miękko ze sobą połączyć, zestroić. Jest klasycznie i są industrialne inspiracje. Jednym słowem i wilk syty i owca cała.

Odjąć czasami znaczy dodać. Usuwamy ścianę żeby dodać przestrzeni

Ściany mogą sprawić, że ciasne mieszkanie, które dominują na polskim rynku, będzie jeszcze bardziej ciasne. Zburzenie ścian pozwala stworzyć zunifikowaną przestrzeń w stylu loftu, wygodną i użyteczną. To także dowód na to, że czasami by zyskać trzeba odjąć.

 

Otwarta przestrzeń, jest modna. Często, w przypadku najpopularniejszych w naszym kraju mieszkaniach typu kawalerka i dwupokojowych, jest to jedyny sposób by nie paść ofiarą poczucia przytłoczenia we własnym mieszkaniu. Usunięcie zbędnych ścian sprawia, że przestrzeń życiowa wydaje się po prostu większa.

I chociaż mieszkanie na otwartym planie wydaje się stworzone dla nowoczesnej estetyki, dobrze sprawdzi się także w tradycyjnych wnętrzach a nawet tych z mocno wymieszaną stylistyką.

 

Większe możliwości.

Wyobrażacie sobie na przykład secesyjne wnętrze w ciasnych pomieszczeniach? Pozbycie się jednej czy dwóch ścian spowoduje, że to nie mieszkanie będzie wymuszać na nas styl, ale, że będziemy mogli nadać mu wystrój zgodny z naszymi gustami.

 

źródło: Brian Paquette Interiors

 

Łącząc kuchnię z salonem i zamieniając strefę wypoczynkowa z jadalnią. Ustawiając  fotele i kanapę skierowane do siebie, projektant wnętrz Brian Paquette tworzy przytulny salonik, który idealnie nadaje się do spotkań towarzyskich, ale nie jest zamknięte od reszty domu. Strefa wypoczynkowa znalazła się w bezpośrednim sąsiedztwie aneksu kuchennego, natomiast strefa jadalni stworzona została w miejscu salonu. To bardzo sprytny zabieg, szczególnie dla mieszkańców, którzy częściej niż na oficjalnych domowych obiadach spędzają czas w swobodnej atmosferze. I zależy im na byciu razem.

 

W otwartym wnętrzu trzymaj się spójności.

Bez separacji ścianami poszczególnych pomieszczeń, spójność jest jeszcze ważniejsza. Generalnie w polskich mieszkaniach jest spory problem ze spójnością. Być może wynika to z zasady „a kto mi zabroni” albo z wewnętrznego przekonania, że żyjemy w nieprzemierzonych pałacach o nieskończonej ilości komnat. Z pewnością nie znajdzie się w Polsce architekt wnętrz. Odwiedzając mieszkania klientów przed rozpoczęciem projektu, każdy natknął się nie raz na nieprzystającą do siebie feerię barw i odrębnych stylów w poszczególnych pokojach. Zdarza się, że klienci nie mogąc się zdecydować na jakąś stylistykę, próbują wymóc zastosowanie kilku. Po jeden w każdym pomieszczeniu. To na prawdę rzadko wygląd dobrze, a już na pewno w otwartym mieszkaniu.

 

źródło: A Pair & A Spare

 

Oto przykład spójnego w barwach, materiale i dodatkach salonu połączonego z kuchnią. Proste i nie wymagające rozwiązanie. Doskonałe do małego miejskiego mieszkania.

 

Otwarty plan w domu.

Jednym z powodów dla którego kupuje się dom, oprócz ogródka, jest powierzchnia. Oddzielne pokoje dla dzieci, sypilnia, gabinet salon, itp. Dobra ale co z przestrzenią? Co komu z salonu i jadalni na drugim końcu korytarza. Dodatkowym ryzykiem jest to, że rodzina rozpierzchnie się po pokojach i suma sumarum zostaje się samemu.

 

źródło: Amber Interiors

 

Zgoda, dziś już nie koniecznie projektuje się domy z zamkniętymi przestrzeniami. Jeśli jednak kupicie stary dom gdzieś na wsi, wykorzystajcie jego możliwości. Wszystkie. W tym przypadku przestrzeń otwiera nam jeszcze kwestia otwarcia sufitu. Jasny sufit „katedralny” daje tutaj na prawdę dużo przestrzeni. Warto zrezygnować z podwieszanego sufitu albo przebić strop pomiędzy salonem a nigdy nieużywanym stryszkiem – siedliskiem kurzu i zapomnianych rzeczy.

Różnica między tym co nam się podoba, a tym na co się odważymy

Jak często różnica między tym co chcielibyśmy mieć we wnętrzu, a tym na co się decydujemy jest bardziej niż znacząca? Czy Polacy, w kwestii designu, mają zwyczajnie „pietra”? Bo z całą pewnością nie chodzi tu głównie o pieniądze.

 

Zwykle jest takt. Gdy szykujemy się do gruntownego remontu, mającego wprowadzić wymarzone zmiany w naszym zwykłym, stanowiącym sumę kilkuletnich przypadków mieszkaniu. Poświęcamy nie mało czasu na przeglądanie internetu i pism wnętrzarskich, w poszukiwaniu tego co nam się podoba. Zaczynamy podróż do mieszkania marzeń. Z doświadczenia wiem, że wyborów aranżacji jest wówczas kilkakrotnie więcej, niż pomieszczeń w naszym mieszkaniu.

Dlaczego więc, gdy przychodzi co do czego, ostatecznie decydujemy się na najzwyklejszą zwyczajność? Odpowiedź jest banalnie prosta, brakuje nam odwagi! Można by wyciągnąć wniosek, że generalnie jesteśmy skazani na wnętrzarską nudę, designerską porażkę. Wydaje nam się, że mamy dobry gust, a tymczasem, co tu ukrywać może i mamy ale odwaga u nas mizerna.

Widzieliśmy to w naszej pracy nie jeden raz. Klienci opowiadają nam o swoich własnych doświadczeniach z próbami zmian. Najpierw wybierali co im się podoba. A gdy przychodzi do remontu, coś nieustannie ciągnie ich w dół. Do zwyczajności, do tego co już mieli, tylko, że po remoncie.

Chcieli by było jakoś tak …

 

… a wyszło jak zwykle.

 

Oczywiście nie każdy ma dar do aranżacji wnętrz. Zwykle też trudno jest przełamać swoje słabości i przyzwyczajenia. Dlatego warto skonsultować się z projektantem wnętrz. I posłuchać go by uzyskać ten swój osławiony „efekt wow!”. To na prawdę jest nie głupi pomysł.

Ktoś zawsze może powiedzieć, że chcieć efektu a mieć na niego pieniądze, to spora różnica. A właśnie, że nie w tym rzecz. Uważamy się za mistrzów budżetu, tylko w trakcie kilku ostatnich realizacji projektów wyremontowaliśmy dla naszych klientów około 20 mebli. Większość kupione za grosze, a niektóre wręcz z odzysku. Fajne rzeczy, fajne wnętrza da się to zrobić bardzo budżetowo. Rzecz w tym, że my, Polacy, zwyczajnie nie mamy odwagi wnętrzarskiej, designerskiej.

A może tak nie jest, może mamy? W każdym razie ja przykładów na tę tezę mogę podać całe mnóstwo. Choć oczywiście życzyłbym sobie szybkich zmian w tym temacie.

Patronujemy archiDAY 2018 – jednemu z najważniejszych wydarzeń wnętrzarskich w Polsce. Zapraszamy do udziału!

archiDAY 2018 – wydarzenie branżowe dla architektów, designerów, projektantów, dekoratorów i stylistów. To jedno z najważniejszych branżowych wydarzeń w Polsce. Kolejny raz zostaliśmy zaproszeni do współpracy w ramach patronatu. Seminaria archiDAY to cykliczna impreza w ramach targów Warsaw Home odbywających się w dniach 4-7 października 2018 w Ptak Warsaw Expo.

 

Warsaw Home to czterodniowe Międzynarodowe Targi Wyposażenia Wnętrz organizowane w PTAK Warsaw Expo. Podczas wydarzenia zaprezentują się producenci i dystrybutorzy z branży meblowej, dekoracyjnej, wykończeniowej oraz dodatków. Ktokolwiek myśli o zmianie wystroju wnętrz lub po prostu interesuje się wnętrzarstwem, powinien tu być.

 

Dla wnętrzarzy najważniejsza jest jednak duża dawka wiedzy praktycznej.

 

 

Podczas tegorocznego archiDAY odbędą się liczne warsztaty i prelekcje. W ramach wydarzenia, odbędzie się premiera platformy archiDESK.pl,  – mamy nadzieję, bardzo praktycznej, zapisaliśmy się i czekamy na premierę – platformy, której celem jest ułatwienie codziennej pracy architektów, projektantów wnętrz.

Specjaliści z branży będą rozmawiać m.in. o sztuce we wnętrzach, luksusie i rynku wnętrz premium w Polsce, sposobach pozyskiwania nowych klientów, obsłudze i pracy z klientem (również z tym trudnym).  Na scenie głównej archiDAY zagoszczą m.in. Dominika J. Rostocka, Monika i Adam Bronikowscy / Hola Design, Igor Gałązkiewicz, Marta Czerkies, Dorota Koziara / AlmiDecor.com, Karol Misztal / yestersen.com, Yassen Hristov, Marcin Grabowiecki i Tom Kurek / hompics.com, profesorowie i wykładowcy Wydziału Architektury Wnętrz Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie, reprezentanci partnera wspierającego archiDAY – Röben Polska oraz Centrum Wyposażenia Wnętrz Domoteka w Warszawie – Partnera Głównego tegorocznej edycji archiDAY 2018.

W ramach zajęć praktycznych zaplanowano również bezpłatne warsztaty wizualizacji SketchUp + VRay  (by Archiup), warsztaty pCon Planner, Vectorworks i Archicad.

W ramach przestrzeni “Hompics Studio” możecie być Państwo świadkami powstawania wnętrzarskich sesji reklamowych oraz wziąć udział w warsztatach z fotografii wnętrz. Architekci, projektanci i przedstawiciele mediów będą mieli możliwość wykonania bezpłatnej sesji wizerunkowej! Ponadto wspólnie z hompics.com zapraszamy na wystawę fotografii “Wnętrza: made in Poland” oraz z  Wydziałem Architektury Wnętrz Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie na wystawę  “Humanistyczny wymiar użyteczności”.

Gospodarzami tegorocznej edycji archiDAY są Iza Gemzała, Ewa Mierzejewska, Olimpia Ajakaiye i  Krystyna Łuczak Surówka.

W przerwach zapraszamy do archiCAFE na rozmowy, networking i  pyszne drinki kawowe m.in. “DOMOTEKAwkę” od Jura.

Bezpłatna rejestracja na www.archiday.pl gdzie dostępny jest również harmonogram i program wydarzenia. Rejestrując się na archiDAY otrzymują Państwo także bezpłatny bilet (bezpośrednio na targach)  na trwające w tym samym czasie targi Warsaw Home.

 

 

Archnet jest patronem medialnym wydarzenia archiDAY 2018. Po imprezie oczywiście opublikujemy swoje podsumowanie z imprezy. Nie mniej jednak z pewnością dowiecie się więcej sami w niej uczestnicząc, do czego gorąco zachęcamy!

Pamiętacie jeszcze Hygge, zapomnijcie bo za kilka dni będą wciskać Japandi

Gdzieś na przełomie 2017 i 2018 roku przekonywano nas, że absolutnym hitem jest Hygge, styl, który miał uczynić nas szczęśliwymi. Pamiętacie go jeszcze? Jeśli tak, to zapomnijcie. Nie minął rok a już będą wciskać nam Japandi.

Jednym z moich dawno albo też nigdy nie wykonywanych zawodów jest public relations. Między innymi z tego powodu na wszelkie absolutnie obowiązkowe mody patrzę z przymróżeniem oka. Od lat też otrzymuję od agencji PR-owych niezliczone teksty do publikacji. W większości nudne jak flaki z olejem. Nie mniej jednak pod koniec ubiegłego roku miałem z tego na prawdę dobry ubaw. Zaczęto promować Hygge – duński styl życia, który miał uczynić nas szczęśliwymi. A żeby szczęście było pełniejsze, konieczne było wprowadzenie hygge do naszych mieszkań.

Jeżeli faktycznie istnieje takie zjawisko jak hygge we wnętrzach, z tego co widziałem sprowadza się do kubka dymiącej herbaty, w otoczeniu świeczek i masy łatwopalnych koców.

 

 

Umówmy się, PR-owcy napracowali się niemożliwe ale i tak nic z tego nie wyszło. Mam wrażenie, że główny owoc ich pracy to masa instagramowych stylizacji. Jeszcze do końca nie przyzwyczaiłem się do myśli, że teraz wszyscy będą chcieli Hygge, a już zaczynają mi wmawiać, że muszę wprowadzić Japandi!

Co to w ogóle jest to Japandi? To miks minimalizmu zimnej Skandynawii i orientalnego Wschodu. Czyli ani nic nowego ani oryginalnego. Mimo to, już za kilka dni będziemy, pewnie we wszystkich wnętrzarskich magazynach atakowani koniecznością zastosowania go we własnych wnętrzach. Wywalimy koce, świeczki, wielkie kubki z gorącą herbatą i … szczęście w życiu, które nam gwarantowały. Zrobimy rewolucję i wprowadzimy Japandi.

Ale skąd będziemy wiedzieć, że jesteśmy w trendzie?

To proste, bo różnica jest fundamentalna. Hygge to styl skandynawski, taka podniszczona IKEA z dodatkami mogącymi przyjemnie się kojarzyć. Natomiast Japandi to styl skandynawski z dodatkami mogącymi, ale nie muszącymi kojarzyć się z Japonią lub związanymi z nią bardzo swobodnie.

Dla porównania. Oba zdjęcie obrazują inne style. Pierwsze to Hygge.

 

Poniższe zdjęcie to Japandi.

 

 

Na prawdę? To faktycznie są różne style? Doczytuję więc w pojawiających się już publikacjach. Dowiedziałem się, że wstawienie niskiego stolika będzie już Japandi. Doczytałem też, że Japandi lubi naturalne materiały, beże na ścianach a nawet rzeczy z recyklingu. Nieprawdopodobna różnica względem Hygge, w którego istnienie we wnętrzach poważnie powątpiewam. W każdym razie „musicie” z niego zrezygnować żeby nie było obciachu i szybko ściągnąć koce z niskiego stolika do kawy i mieć Japandi.

Nie ufajcie bezkrytycznie w wytwory PR-u; powstałe zlecenie namawiające Was to tego czy innego nazwania stylizacji wnętrz do sesji fotograficznej. Prawda jest taka, że żaden szanujący siebie i klienta projektant wnętrz nie bierze tego na poważenie. Wszyscy oni (wszyscy my) wsłuchują się w potrzeby i gusty swoich klientów, starają się wydobyć najwięcej ile się da z potencjału wnętrza. W tej zabawie nie chodzi wyłącznie o modę, tu głównie chodzi o dobre samopoczucie mieszkańców wnętrz. Nazwa stylu, dopisywana do niej filozofia nie ma aż takiego znaczenia.

Dobrej zabawy w odnajdywaniu stylu Japandi. Za kilka dni będziecie wiedzieć o nim wszytko. Obdarzycie nowym, być może przychylnym spojrzeniem rozwiązania, meble i dodatki, które znacie od lat. A może się mylę, kto wie, może to faktycznie jest fenomen marketingu na więcej niż kilka miesięcy. W przeciwieństwie do swojego poprzednika.

Hipsterzy na urodzinach u babci IKEA

Śniło mi się ostatnio, być może to skutek ostatnich upałów, że byłem na urodzinach u Pani I. Wszystko tam było niebiesko-żółte, stoły uginały się od szwedzkich smakołyków. Nie pamiętam czy był tam kiszony śledź. W każdym razie wśród gości pojawili się jej wielbiciele staży i nieoczekiwanie całkiem nowi. Byłem zaskoczony widząc ich między regałami. Co tu robią hipsterzy?

 

A tak zupełnie już na poważnie. Ikea przygotowała na obchody swoich urodzin pewnego rodzaju pakiet odświeżonych hitowych projektów z minionych dekad pod nazwą GRATULERA. Premiery są rozłożone w czasie, pierwsza partia wchodzi do sprzedaży pod koniec sierpniu (lata 50. – 60.), druga w październiku (lata 70. – 80.), a trzecia w grudniu (lata 90. – 00.).

Wszystkie można można zobaczyć w katalogu na rok 2019. Tymczasem spójrzmy na małe zestawienie tego co się pojawi w najbliższym czasie z tym, jak ludzie z Ikea reklamowali to kiedyś.

 

Skoncentrujmy się na latach 50-60 jako najodleglejszych.

 

 

 

To pierwsza strona okładki katalogu z roku 1951. Fotel Strandmon, ponoć był modelem bardzo lubianym przez założyciela Ikea Ingvara Kamprada. W najnowszym wydaniu będzie granatowy.

 

 

 

Nowe krzesła nie są identyczne jak te sprzed lat ale są na tyle podobne, że z łaskawym przymróżeniem oka można je porównać z tymi z katalogu z roku 1961.

 

 

Stolik Lövbacken, po raz pierwszy znalazł  się w katalogu Ikea z 1954 roku.

 

 

Jednym słowem Ikea zrobiła na swoje 75-te urodziny prezent wszystkim tym, którzy nie mieli okazji wydębić od babci starego fotela do swojego nowego mieszkania. Można oczywiście kupić odrestaurowane oryginały ale to z pewnością trochę droższa zabawa. Można też kupić na dowolnym portalu ogłoszeniowym stare i je odrestaurować samemu. Będą miały jeszcze więcej duszy. Nie każdy jednak ma czas, nie każdy potrafi.

Czyli co miłośnicy starego dobrego designu i hipsterzy do Ikea? A czemu nie. W końcu Ikea to już babcia.

Miejski apartament z marzeń i wspomnień z podróży

Ten projekt to dowód na to, że na powierzchni 75 m2, w centrum dużego miasta, można stworzyć mieszkanie z marzeń i wspomnień z podróży; przy jednoczesnym zachowaniu jego miejskiego charakteru. To także dowód na to, że zachowanie zdrowej równowagi pomiędzy miejscem, o którym się  marzy, a tym, w którym żyje się na codzień jest możliwe. Moim zdaniem, w tym przypadku udało się znakomicie.

 

Właściciel tego apartamentu uwielbia podróżować, szczególnie do Azji. Jego ulubionym miejscem jest indonezyjska wyspa Bali, która przez cały rok oferuje letnią pogodę, piękną dającą spokój naturę i jednocześnie tętni życiem towarzyskim. To właśnie ukochana przez inwestora Bali była źródłem inspiracji dla tego projektu.

 

Proj. Anton Korneev i Ekaterina Blokhina / fot.: Michail Stapanov

 

„Mieszkanie musiało zostać odnowione, ponieważ w swoim pierwotnym stanie nie było funkcjonalne i nie spełniało wszystkich wymagań właściciela”, mówi Anton Kornejew. Zmieniona została lokalizacja kuchni i łazienki, wydzielone zostały duża strefa dzienna oraz przestrzenie o charakterze bardziej prywatnym, intymnym. W projekcie wykorzystano dużo naturalnych materiałów i pamiątek z podróży na Bali.

W znacznej mierze nawiązania do tematu przewodniego projektu, mają charakter raczej metaforyczny. Bardziej chodziło tu o stworzenie pewnej nastrojowości, która sprzyja pozytywnym emocjom, wywołuje uśmiech, przywołuje na myśl przygody w wyimaginowanym świecie.

Wykorzystano do tego tapety. Ryby pływają tu w salonie, lisy ozdabiają łazienkę, a zaczarowane miasto rozciąga się nad balkonem. Kiedy jest się otoczonym tymi wesołymi obrazkami, trudno nie uśmiechać się i natychmiast przenieść z powrotem do wspomnień domu rodzinnego z czasów dzieciństwa. Tak, to wymaga odwagi od inwestora, ale czy własne mieszkanie musi być neutralne, czy też zwyczajnie poprawne?

 

Salon idealnie pasuje do wizji właściciela. Ma drewniany sufit w jasnym kolorze i dywan z bambusa i jedwabiu na podłodze. Bio-kominek przywołuje rustykalną atmosferę wiejskiego domu. Uzupełnieniem są szafki ze starego drewna ze stodoły w kuchni na otwartym planie.

Projektanci zrezygnowali z górnych szafek kuchennych, aby stworzyć poczucie lekkości. Powstały projekt nie pozostawia wiele miejsca na przechowywanie, ale wystarcza na potrzeby właściciela.

 

 

Znaleźliśmy krzesła do jadalni na pchlim targu. Są dwie pary, z których jedna pochodzi z Gruzji, – mówi Blokhina. – Nasi rzemieślnicy odrestaurowali je, pomalowali na jeden kolor i ponownie je tapicerowali. Lodówkę została pomalowana farbą tablicową, aby umożliwić rysowanie po niej lub pozostawienie ważnych wiadomości. Wyraziste, dominujące miedziane lampy Toma Dixona odbijają cały pokój. 

 

 

 

W tym projekcie wykorzystano dużo rzemieślniczej inwencji twórczej – też to lubimy i we własnych projektach często robimy. Tutaj oświetlenie blatu kuchennego wykonano z rurek do instalacji hydraulicznej, pomalowanych na czarno. Na powstałej w ten sposób ramie, po prostu owinięto przewody elektryczne z żarówkami. (W jednej z naszych realizacji wykorzystaliśmy okrągły stół z nogami wykonanymi tą samą technika, z tego samego materiału. [Zobacz])

Mieszkanie, mimo swojego tematu przewodniego, pozostaje miejskie. Aby zachować nowoczesną funkcjonalność, nie zakłócając jednocześnie idyllicznego charakteru. Projektanci zastosowali kilka sztuczek.

 

 

Dla przykładu, telewizor nie jest przecież najładniejszym obiektem w domu. Jego design, szczegółnie przy tego typu wnętrzach, wizualnie zakłóca jednolitość przestrzeni. W tym projekcie zastosowany został pewien wybieg. Czarny telewizor powieszono nad kominkiem na ścianie pomalowanej na czarno. Dzięki czemu nieco go ukryto, wykorzystując zlewanie się barw.

Tradycyjna balijska kanapa to kolejna pamiątka po wyspie. Wykonali ją na zamówienie indonezyjscy rzemieślnicy. Lustra ozdabiają wnętrze białego ekologicznego kominka, tworząc piękny efekt, gdy ogień jest rozpalony, nadając wrażenie głębi.

 

 

 

Łóżko, żółty regał, drzwi i toaletka w łazience to tylko niektóre z przedmiotów w domu, które zostały wykonane na zamówienie w oparciu o szkice projektantów. Chociaż niektóre nie mają nic wspólnego z Bali, inne są pamiątkami uroczych wycieczek.

 

 

 

Zamówiliśmy łóżko i żółtą półeczkę z Indonezji wyłącznie do tego projektu – mówi Korneev. — Obraz z żabami pochodzi z wyspy. Jego tło to autentyczna balijska gazeta.

Aby ukryć wielowątkowy układ przedpokoju i korytarza, projektanci zastosowali tapetę z pionowym wzorem, który optycznie maskuje liczne narożniki, tym samym rozszerza perspektywę przestrzeni.

 

 

Wiele osób umieszcza tego rodzaju tapety tylko na pojedynczych odcinkach ścian, ale w rzeczywistości są one idealne do bardziej złożonych przestrzeni i tworzą wrażenie lasu – twierdzi Blokhina.

Każdy pokój został stworzony z duszą, z uwzględnieniem potencjału danej przestrzeni.

W łazience na przykład niebieska cieniowana ściana (tzw. efekt ombre) służy jako przypomnienie białych chmur, jasnoniebieskiego nieba i ciemnoniebieskiego morza. Ale prawdziwe niebo i chmury są widoczne też z okna.

 

 

 

Mieszkanie ma centralny system nagłośnienia, który można kontrolować za pomocą smartfona.

Oczywiście, wiele balkonów na Bali oferuje widoki na ocean. W miejskiej dżungli każda panorama daje radość. Balkon jest długi, przeszklony i zapewnia panoramiczny widok na miasto.

 

 

Balustrada balkonowa wykonana jest ze szklanych paneli z minimalną ramą, aby zachować zarazem lekkość optyczną i lekkość konstrukcji oraz maksymalne wykorzystać światło dzienne w mieszkaniu. Drewniane ławki, które biegną wzdłuż balkonu, są podzielone na sekcje, z których każda może być opuszczona lub podniesiona, składane nogi zapewniają stabilność.

 

 

Po remoncie właściciel zakochał się w swoim nowym domu od razu. Nic dziwnego: mieszkanie nie może być balijską willą, ale gdzie lepiej niż tutaj usiąść, marzyć i planować nowe przygody? I gdzie lepiej wrócić po kolejnej podróży, wiedząc, że czeka na Ciebie cudowny dom z książkami?

Tak, to nie jest tak zwany projekt „budżetowy”. Nie zmienia to jednak faktu, że mieszkanie nie musi być sztampowe, że może nawiązywać do tego co sprawia nam radość. Budżet na projekt i realizację nie jest głównym problemem. Najważniejsze, żeby sobie pozwolić na wykreowanie przestrzeni, w oparciu nie o dominujące trędy lecz o to co tak na prawdę, w głębi ducha, chcielibyśmy mieć.

Rośliny we wnętrzach boho

Rośliny doniczkowe sporo namieszały ostatnio we wnętrzach, znowu są w modzie. I nie mówimy o tej wielkiej 50-letniej paproci, której wasza babcia nie ma serca wyrzucić. Mamy raczej na myśli sukulenty, rośliny pnące, drzewa figowe i całą pozostałą zieleń, która króluje ostatnio na blogach na Instagramie i w projektach wnętrz. A zieleń po prostu pasuje do trendu boho.

 

Przez kilka kolejnych lat rośliny w „modnych” wnętrzach były umiarkowanie tolerowane, trochę na zasadzie: jeśli szafka czy stolik były puste – mała roślina doniczkowa będzie odpowiednim rozwiązaniem.

 

Nie mogę uwierzyć, że wszyscy bankierzy są granatowo – szarymi ludźmi o sercach z kamienia i poczuciu humoru ludożercy. Wyobrażam sobie raczej, że mieszkają we wnętrzach o hipisowskiej kolorystyce, urządzonych z surferskim luzem i domieszką bohemowskiej indywidualności.  Jeśli faktycznie tak jest, to kupcie konewkę bo będziecie podlewać kwiaty.

 

fot. Hunker

 

Może gigantycznych rozmiarów roślina zamieszka w twoim salonie?

 

fot. Hunker

Zamiast inwestować w duże dzieło sztuki, rozważ zainwestowanie w dojrzałą roślinę doniczkową. A może masz szczęście, posiadasz już taką, którą pielęgnujesz od lat. Warto dać jej szanse, tylko niech to doniczka będzie dopasowana do wystroju wnętrza i rozmiaru rośliny. Daj sobie spokój z trzymaniem giganta w starym plastikowym wiadrze i utrzymywanie jej w pionie systemem sznurków i patyczków.

 

Małe roślinki w centralnym punkcie stołu

 

fot. Hunker

Zamiast, umówmy się, otrzaskanych już świec czy figurek z podróży, na stole można postawić przecież małe kolorowe kwiatki aby uzyskać świeży, nie wymagający wysiłku efekt wizualny.

 

Półka z kwiatami nad łóżkiem

 

fot. Hunker

A czemu by nie. Pewnie masz tam książki, których nie czytasz w łóżku, wieczorem jesteś zbyt zmęczony a rano zwyczajnie nie masz na to czasu. Czy nie marzysz czasami by położyć się na łące, w otoczeniu zieleni, i nic nie robiąc gapić się w w niebo? Marzenie niby proste ale mało realne do spełnienia w szerszym kontekście czasowym. No chyba, że rzuciłeś pracę w banku i zajęłaś się wypasem krów.

 

Zainstaluj wiszące donice

 

fot. Hunker

Wiszące donice, sprawa jeszcze jakiś czas temu mocno kontrowersyjna, w ciągu ostatniego roku były nie do uniknięcia. I nie bez powodu: mogą stworzyć doskonały efekt końcowy w wystroju pokoju.

 

Wypełnij pusty parapet

 

fot. Hunker

Parapety praktycznie prosi się o wiszące rośliny. Ponadto nigdy nie będziesz musiał się martwić, czy mają wystarczająco dużo światła słonecznego.

 

Dopasuj tapetę do swojej rośliny

 

fot. Hunker

Tak, to odważny pomysł … ale działa. W pewnym sensie rośliny domowe są neutralne i nie konkurują z tapetą mogąca stanowić dla nich interesujące tło.

 

Rośliny doskonale pasują do pustych miejsc, w których nie wiesz co postawić. Wcale nie są obciachem, lepiej zdecydować się więc na roślinę, która wniesie trochę życia do wnętrza, niż zrobić sobie galeryjkę „durnostojek” z wakacyjnych podróż, gdy twój umysł był w fazie „turysta”.

Rośliny są fajne, pomagają się zrelaksować a to głównie robimy w swoich domach. Również bankierzy, mam nadzieję.

Męskie wnętrze, co to właściwie jest?

Czasami, określając wystrój mieszkania, mówi się to takie „męskie wnętrze”. Co to właściwie jest te męskie wnętrze? Pytam, bo w sumie nie wiadomo czy się obrazić słysząc to, czy nie. Myśląc o „męskiem wnętrzu” można przyjąć, że jest albo bardzo surowe, albo do bólu praktyczne, albo też jest zbieraniną przedmiotów – bo krzesło służy do siedzenia a nie do „pasowania” do innych przedmiotów.

 

Próbując odpowiedzieć sobie na pytanie jakie właściwie jest to męskie wnętrze, pomyślałem o mieszkaniach kolegów. I faktycznie, jest z nimi bardzo różnie. Jeden wypełnił mieszkanie swoją nieskończoną pasją. Wiedzie go pragnienie uratowania od zapomnienia praktycznie wszystkiego co stare. Zbiera rzeczy i przynosi do domu, jednak nigdy nie znajdzie już czasu na ponowne nadanie im jakiejkolwiek wartości. Drugi, trochę jakby zamieszkiwał przeciwny biegun tej samej słabości. Stworzył w swoich wnętrzach niezwykle eklektyczną (w mojej ocenie gustowną) mieszankę nowoczesności i artefaktów. W salonie z nowoczesną kuchnią, zaprojektowaną zresztą przez Martę, połączył nowoczesne meble ze pianinem z lat 20-tych XX wieku, swoją kolekcją gipsowych figurek Maryi. Skupuje je skrzętnie u ustawia w nowoczesnym wnętrzu salonu. Same w sobie są raczej tandetne, jak to figurki z przydrożnych czy cmentarnych kapliczek. Jednak w połączeniu z resztą wyglądają dobrze. Na ścianach nieprzeliczona kolekcja przedwojennych planów Breslau (Dziś to nasz ukochany Wrocław).

Ja sam, na swojej ścianie mam kolekcję wspomnień zamkniętych w ramkach. Rzeczy zupełnie niepraktyczne. Mam tam starą mapę (z 1868 roku) prowincji śląskiej, obok której wiszą: ulotka wyborcza naleziona kilka lat temu na pograniczu Czarnogóry i Albanii, zdjęcie żelaznego wilka, który przyśnił się litewskiemu księciu, werset z koranu na bydlęcej skórze – kupiony w sklepie z dewocjonaliami w południowej Ulcinij, stara po-brytyjska pocztówka z Indii, na których dziś uliczni artyści – handlarze w Bombaju malują czarno-złote słoniki. Pomiędzy tym wiszą zdjęcia, np.: „Anioł swobody” chorwackiego rzeźbiarza sfotografowany przeze mnie w lapidarium na jednej z dalmackich wysp, zdjęcie żelbetowego sklepienia hali targowej we Wrocławiu. Jednym słowem nic praktycznego, konkretnego czy tematycznego.

Dla odmiany znajomy, któremu Marta konsultowała wystrój świeżo kupionego mieszkania, zamawiając stolik, którego konstrukcję stanowi zespawany z metalowych profili sześciobok, zadbał by jedna krawędź konstrukcji była otwarta. Czemu? Ano z bardzo praktycznych powodów, żeby odkurzacz – robot mógł wjechać pod stolik. Bardzo praktycznie prawda?

Tak więc „męskie wnętrza” mogą być bardzo różne. Dla zobrazowania przykładów wybrałem dwa odmienne projekty. Jeden to mieszkanie minimalisty. Drugi to mieszkanie mężczyzny ułożonego i zorganizowanego.

 

Gdybym był w wojsku

Gdyby życie potoczyło się inaczej i odbyłbym służbę wojskową, mieszkał sam a praca wymagałaby ciągłych podróżny. Być może urządziłbym swoje mieszkanie w bardzo surowym stylu. Bo po co facetowi – singlowi coś więcej.

 

 

Jest trochę jakby mieszkać na budowie ale w sumie jest wszystko co potrzeba. Są ściany, jest podłoga, wygodna sofa. Z jednej strony jest to rodzaj pustelni a co więcej mężczyźnie trzeba.

 

 

Lubię gotować więc kuchnia jest potrzebna ale jedzenie „na mieście” sprawia mi równie dużą przyjemność więc bez przesady z wyposażeniem.

 

 

 

Szafa i sypialnia podporządkowane funkcjonalności i prostocie.

 

 

Dużo światła i biurko pod ręką. Odpowiadałoby mi to.

 

 

Łazienka to miejsce gdzie dba się o higienę, cóż więc więcej potrzeba?

 

 

Gdybym nosił garnitur

Gdybym prowadził ustabilizowane życie, nosił garnitur i wieczorami miał dużo czasu na korzystanie z uroków dużego miasta. Pewnie wybrałbym taki prosto – elegancki styl wystroju wnętrza swojego mieszkania. Bo to przecież warto zawsze mieć styl.

 

 

Wnętrze przytulne, mieszkanie nie za duże. Na ścianach okładziny z betonu architektonicznego dodają industrialnego stylu ale dodatki czynią wnętrze przytulnym. Mimo zimnych barw.

 

 

Jest kuchnia i jest gdzie zjeść śniadanie lub posadzić znajomych z drinkiem przed wyjściem do miasta.

 

 

Elegancko i w sumie też minimalnie. Nie przekreśla to jednak wykorzystania stylowych, porządnie wykonanych rzeczy oraz dodatków nadających wnętrzu cech indywidualnych.

 

 

Wygodne łóżko, miejsce do czytania lub trwonienia czasu przed telewizorem. Jednym słowem jest wszystko!

 

 

No to jakie w końcu jest to wnętrze noszące cechy męskiego? Zorganizowane, praktyczne do bólu, minimalistyczne, z dobrym designem? Czy chaotyczne, wypełnione masą nieprzystających do siebie bibelotów? Przykłady dwóch powyższych projektów pokazują, że może być zorganizowane. Mimo diametralnie odmiennych stylów, może być też dobrze zaprojektowane.

Oczywiście bywa, że tak zwane „męskie wnętrze” jest encyklopedycznym przykładem bezguścia. Ale czy nie bywa tak i w przypadku „dziewczyńskich” wnętrz? Nie dajmy się zwariować, dobre „męskie wnętrze” to takie, które oddaje charakter mieszkającego w nim mężczyzny.  Samo wnętrze, jako takie, nie może być męskie.

Inspirująca metamorfoza mikroapartamentu

W Europie robi się coraz ciaśniej, jedni sami przenoszą się do miast, drudzy inwestują w mieszkania na wynajem. Jest to przyczyną popularności mikroapartamentów. Łatwo kupić, łatwo sprzedać ale jak urządzić takie maleństwo. Oto przykład inspiracja.

 

Ustalmy jedno, remontując maleńkie mieszkanko, często z przeznaczeniem na wynajem trudno oczekiwać cudu. Nie oznacza to jednak, że takie mieszkanko powinno być norką dla studenta pierwszego roku, który nie załapał się na akademik i chwilowo skłonny jest wziąć wszystko co zmieści się w jego budżecie. Takie podejście do sprawy jest po prostu marnowaniem pieniędzy wydanych na inwestycję.

W maleńkim mieszkaniu na prawdę da się żyć. Da się je dobrze wynająć. Trzeba je tylko odpowiednio przygotować. Poniższe zdjęcie przedstawia praktycznie całe mieszkanie.

 

Wcześniej …

 

… później.

Projekt: Joseph Johnson

To samo pomieszczenie, czyli w zasadzie całe mieszkanie, z drugiej strony. Nie dość, że jest małe, to jeszcze wąskie. Zwróćcie uwagę na fakt, że panele podłogowe ułożone zostały wzdłuż pomieszczenia. Zwykle unika się takiego rozwiązania, tu jednak chodziło między innymi o sprawienie wrażenie, że pomiędzy strefą sypialną a dzienną jest trochę przestrzeni.

Wcześniej …

… później

Joseph Johnson, Niemcy

Łazienka

Tak małe pomieszczenia po prostu muszą być jasne. Nie chodzi o to, że musza być białe i basta. Po prostu powinny być jasne.

Przed remontem i po remoncie. Ciemne kafle zostały zastąpione jasnymi. Armaturę sanitarną zamieniono na zabierającą – optycznie – mniej przestrzeni. Zastosowanie elementów sprawiających wrażenie wydłużenia pomieszczenia, nie było tu złym rozwiązaniem. Łazienka jest tak mała, że choćby optyczne jej wydłużenie sprawia korzystne wrażenie.

 

Joseph Johnson,Niemcy

Mały domowy gabinet z funkcją sypialni dla gości

Właścicielom domów temat jest z pewnością znany – maleńki pokoik przeznaczony na gabinet, który przerodził się graciarnie, prasowalnie, suszarnie. Pokój jest a jakby go nie było. Odwiedza nas większa ilości gości i nie ma gdzie położyć ich spać. Oto przykład jak poszerzyć funkcjonalność gabinetu o opcję sypialni dla gości. Bez szkody dla funkcji podstawowej.

 

W najmniejszym pokoju stworzyliśmy sobie w domu gabinet i chcemy by ni pozostał. Z jednej strony nie chcemy pracować w sypialni. Z drugiej strony, raz na jakiś czas, przydałaby się dodatkowa sypialnia dla gości. Załóżmy, że rodzice przyjeżdżają na tydzień. Chcemy zapewnić im minimum wygody i intymności, bez wydawania fortuny na remont sporadycznie używanego pokoju.

W ramach inspiracji pokazujemy przykład jak można to zrobić. Gabinet, czyli biurko z fotelem i półka, zostanie gabinetem ale nie na tym się skupimy. Niech stoją sobie pod ścianą. Resztę przestrzeni można wykorzystać tak by na codzień nie przeszkadzała ale okazjonalnie dała się szybko przekształcić w dość przytulną sypialnię.

 

Leżanka z funkcją dwuosobowego łóżka

 

 

Brimnes – leżanka z dwoma szufladami. IKEA, 699 zł / fot. IKEA

 

Na początek sofa mogąca posłużyć jako miejsce do odprężenia w czasie pracy w domu. Jest gdzie usiąść z kawa na chwilę relaksu. Ta prosta sofa łatwo da się przekształcić w całkiem wygodne łózko.

 

Brimnes po rozłożeniu. / fot. IKEA

Leżanka Brimnes łatwo daje się przekształcić w dwuosobowe łóżko. W dwóch dość obszernych szufladach zmieści się pościel.

 

Tapeta na jedną ścianę

Na ścianę, żeby było przytulniej możemy dać nieprzytłaczającą tapetę. Tu z książkami. Pasuje do gabinetu, nie przeszkadza w sypialni dla gości.

 

Tapeta Regał z Książkami / Oretytapety.com, 59,00 zł za rolkę 53 cm x 10 m

 

Szafka nocna i stolik do kawy w jednym. Trochę hakujemy mebel z Ikea

IKEA w coraz większym stopniu idzie w kierunku umożliwiającym „hakowanie” swoich produktów. Odnoszę wrażenie, że dostosowując się do tego trendu, tworzy projekty wręcz zachęcające do tego.

Dobrym tego przykładem jest system Kallax, który wydaje się wręcz do tego stworzony. Tu przykład wykorzystania najmniejszego modułu z tego systemu.

Regał biały KALLAX, moduł 1×1 / IKEA, 59 zł

 

Do podstawowego modułu musimy dokupić wkład z szufladami (w tym wypadku z dwoma ale można wybrać inny) i nogi, które nie są przeznaczone do tego systemu. Tu właśnie pojawia się element hakowania.

 

Wkład z 2 szufladami, biały / IKEA, 80 zł

 

Do zainstalowania nóg będziemy potrzebować wkrętarki/wiertarki, która i tak jest pomocna przy składaniu mebli z IKEA. Odwracamy naszą szafkę, odmierzamy cztery punkty w rogach jej dna i wiercimy otwory. Dobrze jest użyć wiertła nieco mniejszego niż średnica śruby od nogi. Warto też wypełnić otwór odrobiną kleju stolarskiego. Wkręcamy nogi, obracamy szafkę by grawitacyjnie dociskała mocowanie i zostawiamy na jakiś czas – do wyschnięcia kleju.

BJORLI, nogi białe / IKEA, 35 zł / 4 szt.

 

 

I wszystkie najważniejsze elementy wyposażenia pokoju mamy gotowe. Pozostaje już tylko aranżacja, ustawienie bibelotów i poduszek, które ocieplą wnętrze.

Prosto, tanio, funkcjonalnie. Dobrej zabawy przy metamorfozie!

 


Linki, które mogą się przydać:

  1. Leżanka BRIMNES, IKEA
  2. Regał KALLAX, IKEA
  3. Wkład z szufladami KALLAX, IKEA
  4. Kpl. nóg białych BJORLI, IKEA
  5. Tapeta Regał z książkami, ORETY TAPETY

Lampa z koszyka na owoce

Praktycznie wychodziliśmy już ze sklepu z meblami i dodatkami wnętrzarskimi gdy go obaczyliśmy – druciany koszyk na owoce. Leżał w skrzynce promocyjnej, przeceniony o całe dwa złote z 17,99 zł  na 14,99 zł. Nie potrzebowaliśmy koszyka tylko lampy i … ten koszyk mógł być bardzo dobrą lampą.

To była szybka decyzja, prosta realizacja i bardzo budżetowy projekt. Gdyby nie fakt, że czekaliśmy 48 godzin na dostawę przewodu elektrycznego w oplocie z czerwonego włókna, lampa byłaby gotowa w ciągu kilkunastu minut po powrocie z sklepu. Tyle zajęła jej budowa.

 

 

Odwrócony koszyk wygląda jak klosz. Postanowiliśmy to wykorzystać, w takim celu go kupiliśmy. Nim zamówiliśmy ładny czerwony „kabel” i puszkę maskującą podsufitową. Upewniliśmy się, że koszyk na pewno będzie dobrą lampą, przykładając go do lampy w naszym mieszkaniu.

 

Dla upewnienia się, że to była dobra decyzja. Prosta sztuczka utwierdza nas w przekonaniu

 

Lampa „Koszyk” już wisi.

 

Lampy tego typu kosztują od 89 mała do stukilkudziesięciu złotych – lampa podobnych rozmiarów co nasza. My wydaliśmy jakieś 39 zł. i złożyliśmy ją w ciągu półgodziny.  Koszyk na owoce – 14.99, 1 m przewodu elektrycznego w oplocie z czerwonej plecionki – 5 zł, puszka podsufitowa do lampy – ok. 10 zł. plus żarówka ok. 10 – 14 zł, ale ta potrzeba jest do każdej lampy.

Przygotowanie, w tempie sprinterskim, mieszkania do wynajmu

Mieszkanie w budynku z 2008 roku, podniszczone i zaniedbane. Nasze zadnie – przygotować mieszkanie do wynajmu krótkoterminowego. Mamy tydzień na odświeżenie, drobne naprawy i przygotowanie do wynajmu. Budżet rozmiarów mikroskopijnych i ciśnienie czasu bo jest juz połowa sezonu turystycznego.

 

Zacznijmy jednak od początku. Oferta na to mieszkanie pojawiła się znienacka, przekraczała zaplanowany budżet na inwestycję ale lokalizacja z inwestycyjnego punktu widzenia była świetna. Decyzja mogła być jedna ale musiała być podjęta natychmiastowo. To spowodowało praktycznie wyzerowanie budżetu przeznaczonego na remont. Ten projekt pokazuje, że można i warto przygotować mieszkanie do wynajmu. Nawet dysponując małym budżetem. To się po prostu opłaca.

 

Salon z opcją spania dla dwóch dodatkowych osób

 

Marta i Sebastian nasz agent obrotu nieruchomościami podczas oględzin mieszkania. Czas na decyzję do końca dnia.

 

W tym pokoju trzeba było wymienić podłogę (jak i zresztą w sypialni i przedpokoju), naprawić rolety, pomalować ściany pozbyć się mebli.

 

Stare, mocno zniszczone, ciemne panele zamieniliśmy jaśniejszymi panelami winylowymi.

 

Ze względu na rozmiar budżetu na remont i wyposażenie, zdecydowaliśmy się na odnowienie wszystkiego co się da. W konsekwencji w wykorzystaliśmy prawie wszystkie meble pozostawione w mieszkaniu przez poprzedniego właściciela. Pozbyliśmy się jedynie narożnika i zamieniliśmy go nowym.

 

Pokój zrobił się jaśniejszy a rozkładany narożnik umożliwia przespanie się dwóm dodatkowym osobom.

 

W tym pokoju ze sprzętów nowe są tylko: narożnik, stolik kawowy i telewizor. Nowe życie daliśmy komodzie pod telewizor, krzesłom z lat 60-tych XX wieku, stół ze starego blatu po odświeżeniu i nóg ze zwykłych rurek i kolanek hydraulicznych – zmontowanych w formę nogi i pomalowanych na czarno.

 

 

Dodaliśmy karnisze i zasłony, dywanik, poduszki, zająca z rowerem na ścianę i Marty malunki z czasów studiów. W rodzinnym domu ma ich istną kopalnię.

 

 

 

Poprzedni właściciel pozostawił też komody. Miały połamaną konstrukcję i odbarwienia od gorących naczyń (?) pozostawionych na blatach, więc uznał je za śmieci. Uznaliśmy to za dar losu. Konstrukcję naprawiliśmy przy pomocy kilku wzmocnień a blaty i fronty szuflad pomalowaliśmy.

Połowę frontów szuflad pomalowaliśmy a połowę zostawiliśmy w oryginalnym wybarwieniu. Teraz można je sobie układać według własnego pomysłu.

 

Sypialnia

W sypialni też mieliśmy trochę zabawy z systemem „zrób to sam”. Wykorzystaliśmy dwie ramki na obrazki z sieciówki, resztę, skoro i tak miały być puste zrobiliśmy z drewnianych listewek pomalowanych na czarno.

 

 

Łóżko, po usunięciu starego lakieru, wzmocnieniu konstrukcji i uzupełnieniu drobnych ubytków w drewnie, dostało nowy kolor i Top-materac. Jest na prawdę wygodne.

 

 

Ponieważ tu również bawiliśmy się trochę kolorami, stare taborety – oczyszczone i pomalowane na fiołkowo (Nie wiem czy Marta zgodzi się z takim, przez mnie, określeniem koloru.), z wykorzystaniem jednej z trzech farb użytych do malowania dwóch komód.

 

Komody wymagały drobnej naprawy połamanych konstrukcji – żeby szuflady się zamykały. Dostały też nowych kolorów.

 

 

Czasu, który mieliśmy na wszystkie prace związane z przygotowaniem mieszkania, było tak mało i tak bardzo nam go było szkoda, że renowację łóżka i trzech komód zrobiliśmy na balkonie. Nawet nie opuściły mieszkania nim dostały nowe życie.

 

 

W sypialni musieliśmy wymienić cieknący kaloryfer. Mieliśmy wrażenie, że najwięcej czasu zajęło nam czekanie na człowieka, który musiał przyjść przeinstalować podzielnik ciepła ze starego na nowy kaloryfer.

 

Kuchnia i łazienka praktycznie bez zmian

 

Mieszkanie, mimo, że nie stare i użytkowane było raczej w słabym stanie. Panele zniszczone i wybrzuszeniami jak po wieloletnim myciu metodą marynarską – wiadro wody buch na podłogę i lecimy ze szczotą, ściany niemiłosiernie brudne, rolety zablokowane w pozycji pół na pół, wszystkie lampy uszkodzone lub nie działające w ogóle. Nie trudno się domyślić w jakim stanie była łazienka. Mimo wszystko wystarczyło wejść z „ciężką” chemią, wymienić deskę WC i kilka uszczelek w brodziku. Dało się odratować i pozostawić bez zmian bo wyglądała nieźle. Przy pomocy prostej sztuczki uratowaliśmy też lustro ze zniszczonymi krawędziami, znajdujące się na wyposażeniu łazienki.

Podobnie było z kuchnią, w której dodaliśmy dwa stołki umożliwiające zjedzenie śniadania. Dodaliśmy kilka drobiazgów i wymieniliśmy siłowniki w szafkach nadblatowych. Na więcej nie starczyło budżetu.

 

 

 

Ten projekt dowodzi, że możliwe jest przygotowanie mieszkania do wynajmu w 7 dni – uwzględniając wymianę podłóg, malowanie ścian. Nie trzeba do tego dysponować zastępami ludzi, wystarczy zgrana ekipa, w której każdy wie co do niego należy i umie to zrobić dobrze. Projekt udowodnił też, że można i warto wykorzystać stare rzeczy, nadając im nowe życie. Metamorfoza nie musi być droga – najdroższe były: nowa podłoga z paneli winylowych, narożnik do pokoju dziennego i telewizor. Drobne dodatki, zrobione własnoręcznie, mogą dodać wnętrzu charakteru.

Prace w mieszkaniu zakończyliśmy w niedzielę wieczorem, a w poniedziałek wprowadził się pierwszy wynajmujący.

Renowacja krzeseł z lat 60-tych XX wieku i stół z odzysku

Zdobyliśmy stare krzesła krajowej produkcji z lat 60-tych ubiegłego wieku. Były wykonane porządnie, ponieważ wtedy nie umiano jeszcze inaczej. Właśnie z powodu tej – ówczesnej – ułomności technologicznej krzesła przetrwały do dzisiaj.  Odświeżyliśmy je i nadaliśmy nowy wygląd.  Posłużą wiele kolejnych lat.

 

Jakiś czas temu, choć może bardziej pasowałoby – dawno, dawno temu. Było to w latach 60-tych ubiegłego wieku. Dwoje młodych ludzi urządzało się gdzieś pod Legnicą. Będąc we Wrocławiu udało im się kupić nowe krzesła. Następnie w spadku dostały je dzieci, razem z domem. Lata mijały, wiele śniadań, obiadów, kolacji i rodzinnych uroczystości. Aż  wylądowały w jakimś garażu albo komórce. W końcu postanowiono się ich pozbyć. I tak, po prawie 50 latach, wróciły do Wrocławia gdzie zostały przez nas odnowione. Ich odnawianie to była fajna zabawa.

 

Krzesła w swoim, prawie, oryginalnym wyglądzie. Tapicerka siedziska, kiedyś z zielonego materiału została przez poprzednich właścicieli zamieniona na brązową. W takiej postaci trafiły do nas.

Cztery krzesła kupiliśmy za 25 zł sztuka pod Legnicą. Kiedy je zobaczyliśmy na portalu ogłoszeniowym, wiedzieliśmy, że chcemy je mieć. W kwestii transportu skorzystaliśmy z uprzejmości znajomego, który mieszka kilkadziesiąt kilometrów dalej i w drodze do Wrocławia odebrał je dla nas. Tak więc transport wyszedł w sumie gratis.

 

Siedzisko już zdjęte. Marta szuka materiału na nową tapicerkę, ja biorę się do usuwania starego lakieru.

Wszystkie cztery krzesła, technicznie były w doskonałej kondycji. Nie kiwały się, nie było żadnych złamań. Wystarczyło usunąć stary lakier na wysoki połysk – tu i ówdzie lekko obity –  i pozbyć się też bejcy nadającej ciemne wybarwienie.

 

Krzesło już bez lakieru.

 

W trakcie czyszczenia doszliśmy do wniosku, że zostawimy tu i ówdzie delikatne przebarwienia po starym kolorze. W końcu to stare krzesła. To była dobra decyzja. Z czyszczeniem krzeseł, zwłaszcza takich z dużą ilością szczebli, zawsze jest dużo pracy. Tym bardziej ucieszyłem się, że czyszczenie nie będzie wymagało ode mnie laboratoryjnej precyzji.

 

Stare krzesło w nowej odsłonie. Zniknął stary lakier i wybarwienie, teraz widać drewno w jego naturalnym kolorze.

 

Krzesła od początku planowane były do konkretnego mieszkania, dlatego uznaliśmy, że kolorowa tapicerka w geometryczne wzory będzie najodpowiedniejsza. Tapicerką zajęła się Marta, zajęło jej to jakieś pół godziny. Więcej czasu zastanawiała się nad wyborem materiału na siedziska. Materiał zamówiliśmy w sklepie internetowym więc z niecierpliwością oczekiwaliśmy dostarczenia przesyłki. Kolor materiału, na stronach sklepu, na każdym monitorze wyglądał nieco inaczej. Była to więc trochę niespodzianka ale jak się okazało po otwarciu paczki, udana.

 

Do krzeseł potrzebny jest stół. Też z odzysku ale to już inna historia.

 

Mamy już krzesła, trzeba zorganizować stół. Nie chcieliśmy łączyć krzeseł z historią z zupełnie nowym stołem. Ten stół to odrębna historia. To w zasadzie połączenie blatu od jakiegoś stołu (Oryginalnie prawdopodobnie był na czterech nogach, domyślam się po śladach na spodniej stronie blatu)

 

Okrągły sosnowy blat z mocno zżółkiniętym lakierem, kiedyś był częścią zupełnie innego stołu.

 

Mamy już zdobyczny używany okrągły blat sosnowy, który wymagał jedynie wymiany lakieru. Ten stary, mocno zżółknięty nie wygląda zbyt dobrze. Do tego kolorystycznie bardo odróżnia się od krzeseł. Nigdy nie będą wyglądać identycznie, bo krzesła i blat wykonane są z innego drewna, ale odczyszczenie i pokrycie tym samym lakierem pozwoli im się „dopasować” do siebie.

 

Balt stołu już oczyszczony. To była trochę męka, bo lakier na wysoki połysk przeznaczony był chyba do sal gimnastycznych a nie dla mebli.

Stół z blatu z odzysku i zwykłych hydraulicznych salowych rurek i kolanek, pomalowanych na czarno jest już gotowy. Jeszcze ostatnie spojrzenie, czy może w tym wnętrzu stanowić komplet z krzesłami. I wszystko gotowe!

 

Wszystko już gotowe i ustawione na miejscu.

Wygląda to właśnie tak. Uważamy, że wyszło fajnie. Ten projekt dał nam dużo radości, było trochę pracy ale zabawy więcej.

Komplet czterech krzeseł kupiliśmy za 100 zł, stół w sumie za 250 zł. Dołożyliśmy do tego materiał na siedziska za 49 zł (z przesyłką, puszka lakieru satyna półmat za około 50 zł (można wybrać tańszy). W sumie meble i materiały do renowacji kosztowały nas 450 zł

Minimalizm i oszczędność w mieszkaniu na wynajem – owszem. Brzydota i tandeta – w żadnym razie!

Niezmiennie zadziwia mnie zjawisko, nie boję się tego słowa, tandeciarstwa niektórych właścicieli mieszkań na wynajem. Zjawisko to jest o tyle interesujące, że inwestując w takie mieszkanie właściciel liczy na możliwi duży i stały zysk. Powinien tym samym być zainteresowany niezbędną odrobiną wysiłku by był możliwie największy.

Jest dla mnie rzeczą oczywistą, że przygotowując mieszkanie do wynajmu, jak w każdym innym działaniu biznesowym należy optymalizować koszty. Nikt, kto potrafi liczyć, nie zainwestuje w wyposażenie małego mieszkanka w ekskluzywne meble czy sprzęty z najwyższej półki. Wyłączając oczywiście przypadki nieprawdopodobnie drogich lokalizacji gwarantujących wynajem dużo powyżej rynkowej średniej. Nie potrafię jednak zrozumieć, gdy inwestor liczący na długoterminowego, stałego i stabilnego finansowo najemcę, urządza je w sposób tandetny, ledwie trzymającymi się kupy sprzętami. I tu pojawia się stwierdzenie – Muszę liczyć koszty.

Nic bardziej mylnego! Tanio nie musi oznaczać źle. Mała, minimalistyczna kuchnia wcale nie musi być brzydka i tandetna. A oszczędność powinna oznaczać, że mebli nie trzeba będzie wymieniać wraz z każdym kolejnym najemcą.

 

 

Nawet niedrogi blat kuchenny może wyglądać ładnie, a kuchnia nie musi być tylko sztampowym zestawieniem szafek. Można „zagrać szufladami i innymi elementami wykończenia. Nie naruszając reżimu budżetu.

 

 

Wyposażając małe mieszkanie nie musimy planować wielkiej operacji logistycznej. Dla przykładu, zaopatrując się w którejś z sieciówek wnętrzarskich możemy spojrzeć na wyposażenie całościowo i tak dobrać wyposażenie by tworzyło w miarę spójną całość.

 

 

Pracując dla naszych klientów – inwestorów, mówimy, że rynek nieruchomości na wynajem to swego rodzaju konkurs. Otrzymuje się w nim noty za lokalizację, wygląd i cenę. Na notę za cenę składa się tez ocena za dwie pierwsze kategorie. Gdy słyszymy o ograniczonym budżecie, mówimy – OK. rozumiemy zrobimy to oszczędnie ale z pomysłem, w końcu chcesz, żeby mieszkanie dobrze się wynajmowało. Będzie oszczędnie ale nie może być odstraszająco.

Wynajmujący nie może odnieść wrażenia, że jeśli się zdecyduje będzie się męczył w mieszkaniu przez cały czas najmu.

 

 

Sprawdzą się najprostsze rozwiązania jeśli tylko dadzą najemcy szansę by poczuł się we wnętrzu dobrze. Niewielka łazienka, urządzona niewielkim kosztem? To nie problem ale postarajmy się by nie była odrażająca.

 

 

Czasami lepiej jest zbudować kabinę prysznicową niż zdecydować się na zakup czegoś, co zaraz się rozpadnie i przysporzy dodatkowych problemów.

 

 

Reasumując. Nawet niewielki budżet nie jest tak na prawdę poważnym problemem. Nie mniej jednak, nie należy spodziewać się dobrych, stabilnych przychodów z najmu jeśli nie włoży się w przygotowanie mieszkania najmniejszego wysiłku. Najprościej rzecz ujmując, przygotowanie mieszkania do wynajmu to swoista gra z rynkową rzeczywistością. Dobrze jest nie przeinwestować ale fatalnym błędem jest też niedoinwestowanie. To się zwyczajnie nie opłaca w ostatecznym rozrachunku.

Łóżko, którego komuś nie chciało się wyrzucić

Łóżko, którego nie chciało się wyrzucić poprzedniemu właścicielowi mieszkani, zarabia dla nowego właściciela. Tak oszczędza się pieniądze.

 

Widzieliśmy to już wiele razy, obsługując inwestycje w nieruchomości. Tak było i tym razem. Realizowaliśmy projekt inwestycyjny –  mieszkanie na wynajem krótkoterminowy. Sprzedający zostawił w mieszkaniu meble, jego zdaniem nie nadające się już do niczego. Po prostu nie chciało mu się ich wyrzucić więc zostawił je w mieszkaniu. Wśród nich było drewniane łóżko sosnowe. Mocno już pożółkłe, ze złamanym szczeblem stelaża pod materac.

 

 

Naszym zdaniem było całkiem przyzwoite, w więc postanowiliśmy je odzyskać. Oszczędzając przy tym trochę pieniędzy na zakupie nowego.

Łóżko nawet na chwilę nie opuściło mieszkania. Niezbędne prace przeprowadziliśmy po prostu na balkonie.

 

 

Oczyściliśmy je ze starego lakieru, wzmocniliśmy na łączeniach by było bardziej wytrzymałe – przydaje się to w mieszkaniach na krótki termin; oszczędza obsłudze zmartwień w krótkim czasie jaki ma na przygotowania mieszkania pomiędzy jednymi a drugimi gośćmi.

 

 

 

Następnie pomalowaliśmy je po prostu białą farbą, naprawiliśmy złamany szczebel. I był gotowe. Służy już drugi rok i zarabia dla inwestora nie gorzej niż robiłoby to nowe.

 

 

 

Na prawdę nie wszystko trzeba wyrzucać. Czasami wystarczy papier ścierny, wałek i trochę farby i mebel jest jak nowy.