DOBRE WNĘTRZA I NIERUCHOMOŚCI

Najczęstsze błędy w aranżacji salonu i jak tego uniknąć.

Salon to istotna przestrzeń, bo to tu przyjmujesz gości, spędzasz czas z rodziną i odpoczywasz po pracy. Dlatego jego aranżacja powinna być dobrze przemyślana. Niestety, wiele osób popełnia błędy, które psują komfort i wygląd przestrzeni. Oto kilka najczęstszych błędów w projektowaniu salonu i sprawdzone sposoby, jak ich uniknąć.

 

PROJEKT SALONU – koncepcja przestrzeni dla relaksu

Brak planu funkcjonalnego

Brak planu funkcyjnego i zaczynanie aranżacji od zakupu mebli lub wyboru koloru ścian bez wcześniejszego przemyślenia funkcji salonu to przepis na przestrzeń dobrze wyglądającą na zdjęciach , ale nie sprawdzającą się na co dzień. Salon może pełnić wiele ról: być miejscem relaksu, centrum rozrywki, domowym biurem, a nawet jadalnią, więc zaplanuj jego funkcje. Zacznij od zadania sobie prostych pytań: Ile osób będzie tu najczęściej przebywać? Czy potrzebuję miejsca do pracy? Czy w salonie będą dzieci lub zwierzęta? Na tej podstawie stwórz podział na strefy – np. wypoczynkową, do czytania, do pracy – i do dzieła.

 Nieodpowiednie oświetlenie

Zbyt słabe światło, tylko jedna lampa sufitowa to bardzo znaczący błąd, ze skutkiem negatywnym dla wnętrza, ale i naszego wzroku. Światło ma ogromny wpływ na nastrój i funkcjonalność wnętrza. Jeden punkt świetlny to za mało. Zastosuj zasadę trzech warstw światła: ogólne – sufitowa lampa lub plafon, zadaniowe – np. lampka podłogowa przy fotelu do czytania, dekoracyjne – kinkiety, listwy LED, lampki stołowe, które budują klimat. Dobrze rozmieszczone źródła światła ułatwią codzienne funkcjonowanie i wprowadzą przytulną atmosferę.

 Niedopasowane meble

Zakup zbyt dużej sofy, która przytłacza wnętrze albo za małego stolika kawowego, przy którym trudno sięgnąć po filiżankę – to błąd. Meble powinny być dopasowane nie tylko do wymiarów pomieszczenia, ale też do siebie nawzajem. Zanim kupisz meble, dokładnie zmierz przestrzeń i wykonaj plan aranżacji. Zostaw odpowiednie przejścia (minimum 70–90 cm) i unikaj zagracania przestrzeni. W małym salonie lepiej sprawdzą się lekkie wizualnie meble na nóżkach, a w dużym – większe zestawy wypoczynkowe z dodatkami.

Chaos stylistyczny

Często podczas urządzania salonu kierujemy się chwilowym impulsem – kupujemy mebel, bo „ładny”, a potem okazuje się, że zupełnie nie pasuje do reszty wnętrza. Efekt? Mieszanka stylów, która może udać się gdy jest konsekwentna i przemyślana, i mimo wszystko  tworzy spójnej całości, a nie wprowadza wizualnego bałaganu. To trudna sztuką , więc jeśli chcesz uniknąć tego błędu wybierz jeden dominujący styl wnętrzarski – np. skandynawski, loftowy, boho, modern classic – i trzymaj się go w większości elementów: meblach, kolorystyce, materiałach. Jeśli chcesz urozmaicić przestrzeń, wprowadź dodatki z innego stylu, ale z umiarem i przemyślanie.

Nadmiar dekoracji

Ramki, świeczki, figurki, poduszki, książki, pamiątki – każdy z tych elementów może być ozdobą, ale w nadmiarze sprawia, że salon wygląda zagracony i trudny do sprzątania. Często dekoracje są przypadkowe i niepasujące do stylu wnętrza. Zastosuj zasadę „mniej znaczy więcej”. Wybierz kilka dekoracji, które dobrze wpisują się w styl wnętrza, by podkreślić charakter salonu – np. duży obraz nad kanapą zamiast galerii drobnych ramek, jedna roślina w dużej donicy zamiast wielu małych.

Brak miejsca do przechowywania

Brak szafek, półek czy schowków powoduje, że rzeczy codziennego użytku (pilot, koc, książki, ładowarki) pozostają na wierzchu i tworzą nieporządek. Salon szybko przestaje wyglądać reprezentacyjnie. Zaplanuj funkcjonalne miejsca do przechowywania już na etapie projektowania. Świetnie sprawdzą się: stoliki kawowe z szufladami, pufy z pojemnikami, zamykane regały na książki, nie tylko półki. Dzięki temu łatwiej utrzymasz porządek i ukryjesz wszystko, co nie powinno być na widoku.

 Brak punktu centralnego

Salon bez wyraźnego punktu skupiającego uwagę może sprawiać wrażenie nijakiego, bez charakteru. To trochę jak pokój bez duszy – wszystko jest poprawne, ale nic się nie wyróżnia. Może tu pojawić się antyk, wzorzysty dywan, gdy wszystko wokół jest stonowane, tapeta o wyrazistym wzorze. Dzięki temu wnętrze nabierze wyrazistości i będzie Twoje.

PROJEKT SALONU w połączeniu z kuchnią i jadalnią

Projektując salon, nie chodzi wyłącznie o estetykę, ale o komfort i funkcjonalność na co dzień. Unikając tych błędów, zbudujesz wnętrze, które nie tylko dobrze wygląda, ale przede wszystkim Domownicy będą się w nim się dobrze czuli. Zanim wybierzesz kolejną poduszkę lub stolik – zatrzymaj się na chwilę i zapytaj: „Czy to pasuje do mojej wizji?”.

Jeśli nie wiesz jak do tego podejść to zapraszam do kontaktu ARCHNET.pl 

Architekt, projektant, wykonawca a może koleżanka z pracy. Kogo powinienem zatrudnić?

Niedługo wprowadzam się do swojego nowego mieszkania. Kogo powinienem zatrudnić by sprawić, że będzie wyjątkowe?

Chyba każdy, kto stanął przed wyzwaniem jakim jest przygotowanie mieszkania do wprowadzenia się lub remontem starego, stanął kiedyś przed tym dylematem. – Mam ograniczony budżet ale chciałbym by moje mieszkanie było wyjątkowe. Czy powinienem wydawać pieniądze na projektanta lub architekta, aby zaplanować przestrzeń? Czy powinienem po prostu zatrudnić wykonawcę remontu i powiedzieć mu, gdzie chcę mieć toaletę, umywalkę i prysznic?

Odbieramy nowiutkie mieszkanie w standardzie deweloperskim. Jest pięknie ale co dalej?

Kto jest kto, i co może dla mnie zrobić?

Pytanie, które powinniśmy sobie postawić na samym początku. Ustalmy, kogo potrzebujemy. Na początek jednak zacznijmy do opisania różnic między architektem wnętrz, projektantem i dekoratorem. Nie będę tu wymyślał definicji albo raz jeszcze opisywał czegoś, co nie raz już zostało opisane. Skorzystam z pracy wykonanej przez branżową koleżankę.

1. Na etapie zakupu mieszkania, konieczności dostarczenia zmian lokatorskich, w przededniu odbioru kluczy do lokalu czy zdania sobie sprawy, że wszystkie te sprawy związane z urządzaniem to trochę za dużo jak na jedną czy dwie głowy- warto zatrudnić architekta wnętrz, który: pomoże rozmieścić ściany działowe, zaplanuje instalacje elektryczna i hydrauliczną, zaaranżuje układ funkcjonalny, rozstawi meble i sprzęty AGD, dobierze materiały wykończeniowe i przygotuje wszystkie niezbędne projekty dla wykonawców.

2. Jeśli w grę wchodzi szybki remont łazienki, lifting kuchni czy przelanie na papier i zamówienie wizji inwestora wtedy bardziej sprawdzi się projektant (kuchni lub łazienki), który pomoże dobrać konkretne materiały, pokaże próbki produktów z danego sklepu, przygotuje ofertę cenową i poprowadzi proces zamówienia.

3. Kiedy mieszkanie lub dom są wykończone, ale brakuję im „smaczku”, modnych akcentów czy ożywienia- warto skorzystać z porad dekoratora. Często na etapie pracy z architektem wnętrz pozostaje niewiele środków na zakup wszystkich dodatków i mieszkanie mimo iż ładne pozostaje niedokończone. Dekorator pomoże dokończyć to co zaczął architekt lub w niedrogi sposób przeprowadzi szybką metamorfozę konkretnego pokoju.

Iza Gemzała, blog Prostyplan.pl

Studium przypadku

Zakładam, że każdy, kto staje przed zadaniem przygotowania swojego mieszkania, marzy o czymś wyjątkowym. Nawet jeśli nie jest to mieszkanie marzeń. Zamiast widoku na morze czy góry, za oknem mamy osiedle. Zamiast 100 m2 mamy 48 m2, a zamiast ogrodu balkonik. No i do tego budżet, który nie jest budżetem marzeń. Co zrobić? Jak najefektywniej zagospodarować budżet?

Wprowadzamy się do nowego mieszkania, robimy remont starego. Nie ważne, problemy są podobne. Co gdzie postawić. Jak sprawić by było inne a jednak nasze?

Wykonawca. Ma przecież doświadczenie.

Każdy potrafi zorganizować przestrzeń w swoim mieszkaniu. Czyż nie? Zatrudniam wykonawcę więc – ekipę remontową, mówię gdzie chce mieć wannę a gdzie zlew i zmywarkę. Oni zajmą się resztą. Wiedzą jak położyć rury kanalizacyjne i jak przenieść gniazdko elektryczne.

To rozwiązanie wydaje się najoszczędniejsze, przecież zatrudnienia wykonawcy i tak się nie uniknie. Wykona to co mu się poleci, a od tego czego mu się nie chce robić, skutecznie nas odwiedzie.

Projektant. Zamawiam kuchnię, kupuję płytki i projekt mam w cenie.

Jeśli zdecydujemy się, na przykład na meble kuchenne na wymiar, w zasadzie każdy sprzedawca przygotuje nam projekt. Najczęściej projekt ten jest płatny ale kwota projektu jest odliczana od finalnej ceny zamówionych mebli, kafelek czy podłogi.

Stolarz będzie zadowolony z takiego zamówienia na zabudowę aneksu kuchennego, ale czy jesteś pewien, że będzie pasowała do twojego salonu?

Gdy kupujemy płytki na podłogę w salonie, projekt podłogi również będziemy mieć w cenie zakupu.

Czy mi to wystarczy i jakie są minusy? Jeśli po prostu wymieniamy meble w kuchni, zazwyczaj projekt od dostawcy mebli wystarczy. Pamiętajmy jednak, że przygotowany projekt, po pierwsze jest elementem wspomagającym proces sprzedaży, po drugie jest mu potrzebny na etapie produkcyjnym – po prostu i tak go musi wykonać.

Pamiętajmy też, że zadaniem projektanta np. z salonu meblowego, na tym etapie współpracy, jest sprzedaż mebli. Nie będzie się on raczej zastanawiał, czy meble, które projektuje pasują do wnętrza. Nie będzie się planował jakie krzesła dobrać. To po prostu nie jest jego zadanie. Nie będzie też patrzył na budżet na kuchnię jako całość, tylko jako kwotę, w której powinien zmieścić się z zabudową kuchni.

Dobry projektant z salonu z pewnością podpowie, co jest praktyczne a co się nie sprawdza. Nie będzie się jednak przejmował takimi szczegółami jak rozmieszczenie puntów elektrycznych czy oświetlenia w pomieszczeniu.

Jeśli chcesz wymienić meble w kuchni, zdanie się na projekt wykonawcy mebli jest dobrym rozwiązaniem. Jeśli chcesz nowej całej kuchni – jako pomieszczenia – nie tędy droga.

Stolarza interesuje ilość materiałów, obróbka, okucia. Słowem wszystko co ma wpływ na koszty i zyski. Z pewnością dobrze wykorzysta twój budżet. Oczywiście, dobry sprzedawca wie, że zadowolony klient, to klient, który wraca. Ale przecież nikt nie jest zainteresowany klientem, na którym nie zarobił. A projekt przecież jest w cenie wykonania zamówienia.

Architekt wnętrz. Czy to się opłaca?

Zacznijmy od sprawy podstawowej, żeby najwięcej zyskać na zatrudnieniu architekta wnętrz, nie trzymaj budżetu w tajemnicy. W swojej pracy widzieliśmy to nie raz. Gdy omawiamy oczekiwania, zakres prac, gdy pada pytanie o naszą cenę klienci/inwestorzy zwykle są konkretni i otwarci. Gdy pytamy o budżet przewidziany na realizację projektu, ich oczy zaczynają błądzić, robią się rozbiegane a odpowiedzi mętne. Dlaczego? Nie mam zielonego pojęcia, a przecież to fundamentalny błąd!

Przed podpisaniem umowy ustala się wszystkie warunki: zakres prac, terminy i cenę za usługę. Znasz już kwotę, którą zapłacisz za pracę architekta wnętrz, zgodziłeś się na nią. Skąd obawy przed wyjawieniem zaplanowanego budżetu?

Wysokości budżetu. 

Ta wiedza jest dla architekta bardzo ważna. Po pierwsze będzie pilnował by jej nie przekroczyć. Co jest ważne w ujęciu całościowym. Gdy decydujemy o wydatkach na remont i wyposażenie na bieżąco pojawia się problem. Tu sto złotych, tam sto pięćdziesiąt jeszcze gdzieś tysiąc i budżet wystrzeliwuje w górę. Architekt od początku powinien patrzeć na projekt całościowo. Jeśli zapisaliśmy w umowie dobór dodatków, to uwzględni zabezpieczenie środków na ich zakup już na etapie tworzenia kalkulacji zamówień. Ileż to razy widzieliśmy sytuację gdy ktoś odmienia całe wnętrze a nie starcza mu już środków na drobne wyposażenie i dodatki. Odkłada na później i zazwyczaj już nigdy ich nie kupi.

Budżet nie jest z gumy.

Żaden normalny człowiek nie remontuje swojego mieszkania kilka razy w roku. Trudno przewidzieć budżet i trudno go dotrzymać gdy wpadniemy w remontowy „szał”. Co poradzić gdy budżet zaczyna się nie spinać? Wszyscy architekci wnętrz mają dostawców, z którymi pracuje im się lepiej, wygodniej, korzystniej. Dlatego mogą negocjować zniżki. Najczęściej wiedzą też, na czym na prawdę można a na czym kategorycznie nie wolno oszczędzić.

Architekt wnętrz powinien zadbać o to, by budżet na cały projekt został wydatkowany efektownie i efektywnie. Architekt, podobnie jak niektórzy projektanci kuchni, traktuje realizację swojego projektu jako zwieńczenie procesu twórczego. Dlatego też my w swojej pracy, najbardziej lubimy zlecenia pod klucz. Wiemy, że takie elementy jak karnisze, zasłony czy inny element dekoracyjny, odpowiednio dobrane do projektu wnętrza, tworzące z nim spójną całość. Są zwieńczeniem dzieła.

Czy to się opłaca i jak nie „przepalić budżetu”?

Zatrudnienie architekta wnętrz niewątpliwie jest dodatkowym kosztem. Jeśli budżet nie jest z gumy, to czy warto ponosić ten dodatkowy koszt? To zależy głównie od tego, jak podejdziesz do współpracy z architektem wnętrz.

Jeśli zatrudnisz architekta tylko po to by zrobił wizualizację, byś mógł sprawdzić czy wanna zmieści się koło prysznica. Zdecydowanie powinieneś odpuścić sobie architekta. Czasami trafiają do nas takie zapytania. Klienci mówią wprost, nie interesuje mnie projekt, ja chcę zobaczyć wizualizacje łazienki. Szukam najtańszej oferty. W takim przypadku zaleciłbym wybrać się do salonu łazienek, niech zrobią taką wizualizację z użyciem swoich produktów i dostarczą zamówienie je pod wskazany adres.

Rozpoznanie bojem, to najlepszy sposób na popełnienie największej ilości, często kosztownych błędów. Jeśli więc chcesz trzymać budżet w ryzach, uniknąć kosztownych pomyłek. Zatrudnienie architekta wnętrz będzie dobrym rozwiązaniem.

Wybór materiałów, próbki i dobór skomponowanej palety barw. To zadanie architekta wnętrz.

Koleżanki z pracy, bo zrobiły już remont.

Najlepszym sposobem by wkurzyć każdego z wymienionych wyżej specjalistów jest zwrot – Koleżanka z pracy powiedziała, że … . Dlaczego? Bo to jest to samo, co powiedzenie lekarzowi – A w internecie czytałam, że to jest borelioza, trzeba zrobić takie badania i stosować taką kurację

W takiej sytuacji lekarz powinien uznać, że skoro wiemy co nam dolega,  jak leczyć już zdiagnozowaną chorobę, wizyta u niego jest zupełni zbędna. Podobnie jest w przypadku architekta wnętrz, projektanta i wykonawcy.

Skoro koleżanka, kolega z pracy wiedzą lepiej. Bo przecież robili już remont mieszkania. Po co ci specjalista? Czy znajomy z pracy, w wyniku jednorazowego doświadczenia, zdobytego podczas niedawnego remontu ma wiedzę kompletną w tej kwestii? Czy wyciągnął wnioski i przyzna się do każdego popełnionego błędu, potrafi obiektywnie spojrzeć na efekty swoich starań? Czy jego wiedza przewyższa doświadczenia zdobyte podczas dziesiątek remontów, budów, projektów?

Różne budynki zbudowane są z różnych materiałów.

Mieliśmy taki taki przypadek, całkiem niedawno. Inwestor zrezygnował z zaprojektowanej przez nas zabudowy szafek pod umywalki do łazienki. W wyniku rady znajomego z pracy, inwestor zamienił wiszącą zabudowę korpusową na samodzielnie wiszący blat, zamocowany do ściany na jednej tylko krawędzi. Czy to wyglądało dramatycznie? Nie. Nie mniej jednak, ów doradca z pracy nie wiedział, bo i skąd, że materiał, z którego wykonano ścianę w łazience zwyczajnie nie jest w stanie utrzymać długiego i ciężkiego drewnianego blatu. Wspartego tylko na jednej krawędzi. Pal licho gdyby to była półka a nie blat, na którym ma stanąć spora umywalka. To nie mogło się udać. Protestowaliśmy jako autorzy projektu, protestował wykonawca. Na nic się to zdało, bo kolega z pracy powiedział.

To tylko jeden z przykładów zmarnowania pieniędzy. Oczywiście to inwestor decyduje. Nie mniej, to właśnie on za jakiś czas będzie się zmagał z blatem odpadającym od ściany. Może znajomemu blat się będzie trzymał, bo ma ścianę z innego materiału, a może jego wykonawca machnął na to ręką. A może też znajomy z pracy po prostu chce, by i kolega zmagał się z tym samym, co on problemem. Kto to wie?

Wybierając się na gale rozdania Oskarów, zapytaj koleżanek w co się ubiorą … i załóż to samo! 

Każdy architekt wnętrz, przygotowując się do stworzenia projektu mieszkania, stara się dowiedzieć jak najwięcej o gustach i zwyczajach inwestorów. Potrzebuje tych informacji by zaprojektować specjalnie dla nich autorski projekt wyjątkowego wnętrza, dostosowanego do ich gustów, osobowości i stylu życia.

Nie chcesz wydać kilkuset złotych na ubranie by wyglądać tak samo jak inni. Ale wydając kilkadziesiąt tysięcy na remont, chcesz mieć to samo co inni?

Czasami słysząc argumenty, że koleżanka tak ma, myślę sobie w duchu, że w takim razie, zamiast zatrudniać architekta wnętrz, lepiej było umówić się ze znajomymi, wypić butelkę smacznego wina i wspólnie wybrać na zakupy do sklepów wnętrzarskich. Będzie sympatycznie i wszyscy będą mieć to samo. Kto wie, może uda się uzyskać jeszcze jakiś rabat za hurtowe zakupy.

O guście się nie dyskutuje, ale da się go ocienić!

Stara łacińska sentencja mówi „de gustibus non est disputandum„. To prawda, gust nie podlega dyskusji ale da się go ocenić. Wybierając architekta wnętrz, patrzymy co zrobił, w jakim stylu czuje się najlepiej. To nie prawda, że każdy z nich potrafi równie dobrze zaprojektować wnętrze w dowolnym stylu. Często zdarza się, że architekci wnętrz rezygnują ze zleceń na wykonanie projektu w stylu, w którym nie czuja się najlepiej. Innym razem, jako klient, nie decydujesz się na architekta bo nie podoba ci się jego styl.

Projektowanie wnętrz, to praca o charakterze usługowym, zawiera jednak element twórczy. Każdy architekt wnętrz, projektant, a nawet niektórzy wykonawcy, chcą być dumni z realizacji swoich projektów. Jest to dla nich bardzo ważne ponieważ to najlepszy sposób na potwierdzenie swoich kwalifikacji i zdobycie nowych klientów. Zrobią wszystko co się da w ramach przeznaczonego budżetu, by projekt i realizacji były dobre. Koleżanka z pracy, z biurka obok, nie ma takich ambicji. Dzieląc się swoją radą, nie musi brać pod uwagę ani uwarunkowań technicznych ani spójności z resztą przestrzeni.

Mieliśmy przypadek, gdy inwestorka pod wpływem rady koleżanki zmieniła wybrane przez nas jasnoszare płytki na podłogę, na wielokolorowe płytki, z intensywnym wybarwieniem, w stylu marokańskim. Cóż z tego, że miały one korespondować z monochromatyczną tapetą odwzorowującą pnie drzew, grającą z kolorystyką reszty wnętrza. Koleżance podobają się takie płytki i już. Spójność? Ona ją nie interesowała, chyba nie widziała reszty projektu, albo też, jej gust jest taki a nie inny. Nie da się z tym dyskutować. W każdym razie sugerowane płytki, choć jako takie nie brzydkie, miały się nijak do całej reszty.

To kogo w końcu zatrudnić?

Jeśli potrzebujesz pomalować ściany, wymienić panele na podłodze czy zamontować nowy brodzik albo zamurować okno. Zatrudnij wykonawcę, będzie taniej. Wykonawca może współpracować z architektem wnętrz; z małego remontu może zrodzić się fajna zmiana. Wykonawca nie może współpracować z koleżanką.

Jeśli potrzebujesz zmienić meble w kuchni lub zbudować fajna szafę wnękową. Zatrudnij projektanta z salonu meblowego. Projektant na przykład mebli na wymiar może, współpracować z architektem wnętrz przy projektowaniu mebli do zaplanowanej zabudowy. I odwrotnie, architekt wnętrz powinien współpracować z projektantem mebli. Zadba by jego wizja została właściwie spełniona, a projektant o to by aspekty techniczne zostały odpowiednio dobrane. Projektant mebli (na przykład kuchennych) może współpracować z koleżanką. Ostatecznie chodzi mu o sprzedaż mebli. Ani on, ani koleżanka nie będą ich używać.

Jeśli chcesz zrobić remont mieszkania, odmienić pokój, kuchnię czy łazienkę jak całą przestrzeń. Zatrudnij architekta wnętrz. Ma on najczęściej wykonawce remontu i meblarza, z którymi współpracuje; unikniesz ewentualnych problemów. Architekci wnętrz u wielu dostawców mogą wynegocjować odpowiednie zniżki, może to uratować budżet inwestycji. W przypadku zleceń kompleksowych na projekt, remont i aranżację, suma rabatów może pokryć koszt zlecenia dla architekta wnętrz. Architekt wnętrz może współpracować z wykonawcą remontu, projektantem mebli. Nie może współpracować ze znajomymi z pracy.

Jeśli robisz remont by uszczęśliwić koleżankę z pracy, lub spełnić jej marzenia o wystroju wnętrz, zatrudnij koleżankę. Jeśli chcesz mieszkać we wnętrzu, które podoba się koleżance. Wprowadź się do niej.

P.S. Dla wygody klientów/inwestorów i ułatwienia wzajemnej komunikacji, architekci wnętrz nazywają się czasami projektantami. To jednak nie jest to samo. Architekt wnętrz powinien mieć wykształcenie w tym kierunku, projektant wnętrz nie.

Pamiętacie jeszcze Hygge, zapomnijcie bo za kilka dni będą wciskać Japandi

Gdzieś na przełomie 2017 i 2018 roku przekonywano nas, że absolutnym hitem jest Hygge, styl, który miał uczynić nas szczęśliwymi. Pamiętacie go jeszcze? Jeśli tak, to zapomnijcie. Nie minął rok a już będą wciskać nam Japandi.

Jednym z moich dawno albo też nigdy nie wykonywanych zawodów jest public relations. Między innymi z tego powodu na wszelkie absolutnie obowiązkowe mody patrzę z przymróżeniem oka. Od lat też otrzymuję od agencji PR-owych niezliczone teksty do publikacji. W większości nudne jak flaki z olejem. Nie mniej jednak pod koniec ubiegłego roku miałem z tego na prawdę dobry ubaw. Zaczęto promować Hygge – duński styl życia, który miał uczynić nas szczęśliwymi. A żeby szczęście było pełniejsze, konieczne było wprowadzenie hygge do naszych mieszkań.

Jeżeli faktycznie istnieje takie zjawisko jak hygge we wnętrzach, z tego co widziałem sprowadza się do kubka dymiącej herbaty, w otoczeniu świeczek i masy łatwopalnych koców.

 

 

Umówmy się, PR-owcy napracowali się niemożliwe ale i tak nic z tego nie wyszło. Mam wrażenie, że główny owoc ich pracy to masa instagramowych stylizacji. Jeszcze do końca nie przyzwyczaiłem się do myśli, że teraz wszyscy będą chcieli Hygge, a już zaczynają mi wmawiać, że muszę wprowadzić Japandi!

Co to w ogóle jest to Japandi? To miks minimalizmu zimnej Skandynawii i orientalnego Wschodu. Czyli ani nic nowego ani oryginalnego. Mimo to, już za kilka dni będziemy, pewnie we wszystkich wnętrzarskich magazynach atakowani koniecznością zastosowania go we własnych wnętrzach. Wywalimy koce, świeczki, wielkie kubki z gorącą herbatą i … szczęście w życiu, które nam gwarantowały. Zrobimy rewolucję i wprowadzimy Japandi.

Ale skąd będziemy wiedzieć, że jesteśmy w trendzie?

To proste, bo różnica jest fundamentalna. Hygge to styl skandynawski, taka podniszczona IKEA z dodatkami mogącymi przyjemnie się kojarzyć. Natomiast Japandi to styl skandynawski z dodatkami mogącymi, ale nie muszącymi kojarzyć się z Japonią lub związanymi z nią bardzo swobodnie.

Dla porównania. Oba zdjęcie obrazują inne style. Pierwsze to Hygge.

 

Poniższe zdjęcie to Japandi.

 

 

Na prawdę? To faktycznie są różne style? Doczytuję więc w pojawiających się już publikacjach. Dowiedziałem się, że wstawienie niskiego stolika będzie już Japandi. Doczytałem też, że Japandi lubi naturalne materiały, beże na ścianach a nawet rzeczy z recyklingu. Nieprawdopodobna różnica względem Hygge, w którego istnienie we wnętrzach poważnie powątpiewam. W każdym razie „musicie” z niego zrezygnować żeby nie było obciachu i szybko ściągnąć koce z niskiego stolika do kawy i mieć Japandi.

Nie ufajcie bezkrytycznie w wytwory PR-u; powstałe zlecenie namawiające Was to tego czy innego nazwania stylizacji wnętrz do sesji fotograficznej. Prawda jest taka, że żaden szanujący siebie i klienta projektant wnętrz nie bierze tego na poważenie. Wszyscy oni (wszyscy my) wsłuchują się w potrzeby i gusty swoich klientów, starają się wydobyć najwięcej ile się da z potencjału wnętrza. W tej zabawie nie chodzi wyłącznie o modę, tu głównie chodzi o dobre samopoczucie mieszkańców wnętrz. Nazwa stylu, dopisywana do niej filozofia nie ma aż takiego znaczenia.

Dobrej zabawy w odnajdywaniu stylu Japandi. Za kilka dni będziecie wiedzieć o nim wszytko. Obdarzycie nowym, być może przychylnym spojrzeniem rozwiązania, meble i dodatki, które znacie od lat. A może się mylę, kto wie, może to faktycznie jest fenomen marketingu na więcej niż kilka miesięcy. W przeciwieństwie do swojego poprzednika.